-„Lontano”, ten akurat fragment był o afrykańskim przywódcy, który lubił blichtr.
Ocknęła się Łucja, że NIE ma kostiumu kąpielowego… Do wyjazdu mniej niż tydzień, a ona NIE ma kostiumu.
I jeden mi się podoba. TYLKO jeden. Z Housa.
Qrcze, dziewczyno… W sklepach nic nie ma, a przez net MOŻE nie dotrzeć. Teraz są wyprzedaże i wydłużone czasy dostawy! Nie można było wcześniej o tym powiedzieć???
To ja NIC nie chcę. Nie muszę się rozbierać.
Możesz przymierzyć ubiegłoroczny?
Mogła, przymierzyła i rzeczywiście wyrosła… W „tych” miejscach, co to jej rosną, XS jest za mały! Wykopałam z szafy MOJE kostiumy. Te, które kupowałam on-line i od początku były za małe. Kilka takich jest… Ale NIE spodobały się jej. Ten robi roladkę z biustu, ten ma brązowy kolor, a ten jest za kolorowy… Na dodatek okazało się, że Lilce zaginął kostium kąpielowy. Pewnie przy zmianie szafy z lata na jesień się znajdzie, ale na razie ona TEŻ nie ma. No i u mnie jedyny nadający się jest zmontowany z dwóch różnych części (czarnych bokserek kupionych jeszcze na listku i skąpej białej góry z alika). Na szybkości doszły więc TRZY nowe kostiumy (dostawa ma być 1-szego!) A właściwie cztery, bo Lilka dostanie dwa. Ona ma jeszcze z sekcji dziecięcej, a my z Łucją już z damskiej. Ja jakoś fazy na kwiatki nie mam w tym roku, więc ZNOWU poszłam w cętki!
Sinsey, Reserved i House
A Młody? On gatki ma… Za to przypomniało mu się, że lubi budować z klocków i ponieważ ma sporo oszczędności, mogłabym mu dołożyć drugie pół i kupi sobie jakiś DUŻY zestaw. Tylko, że KLOCKÓW na plażę NIE bierzemy! 😀
Jak myślicie, dziewczyny… Powinnam sobie COŚ kupić na Dzień Matki?
Ja Ci nie nie kupuję.
Dzięki, Łucja. To ja sobie COŚ kupię.
Tak naprawdę panna najstarsza COŚ dla mnie ma 🙂 Nie chce powiedzieć co, ale coś już ma gotowe, chociaż mówiłam, że NIC nie chcę. Równolegle jedzie do mnie paczka z Mohito (wysyłka do odwołania jest teraz za darmo) i dotrze chyba na ten wielki dzień (26.05)! Trudno się robi teraz zakupy. Strasznie mnie frustruje ta ich bezcelowość, bo przecież NIGDZIE się nie wychodzi. Nasze wyjścia do dziadków to tak naprawdę wszystko. A po bułki, czy na rynek nie chce mi się nawet malować, bo twarz i tak jest zasłonięta 😦
Czekam wiec na ciemnozieloną bluzkę w tygrysy, spódnicę w kwiaty i różowe szorty. Te ostatnie mam w innym kolorze i są doskonałe.
Za to jak JUŻ jedziemy, na NIEDZIELNY obiad, to lans jest pełen 😀
Nie widać tego, ale miałam profesjonalny RETRO kok. Taki w siateczce 😉
Nic nikomu nie jest potrzebne. Z nikim się nie spotykamy, mniej się ruszamy, zresztą po co nam nowa rzecz na WIOSNĘ, czy nawet lato, skoro NIE wiemy kiedy to się skończy??? Na szczęście Mieszkowi potrzebne były buty! Izolacja zaczęła się gdy chodził jeszcze w zimowych, a na cieplejsze dni nic nie miał. Rozmiar znałam, zresztą buty przez net już kupowaliśmy i nadrzędna zasada jest taka, że bierzemy większe. Najfajniejsze znalazłam w Zarze. Podobne do tych jakie ma Lilka. Bez sznurówek, z logo Marvela i dość wygodne! Aaale, żeby dostawa była gratis potrzebowałam coś do kompletu 😉 I doszła sukienka. Jak ją zobaczyłam, pomyślałam, że mogę TERAZ jechać do Maroka, lecz przydała się JUŻ na święta!
I na razie tyle. Nie wiem co z tymi maseczkami. Jeśli będzie trzeba je nosić dłużej, to potrzebujemy jakiś takich ŁADNIEJSZYCH, żeby panny do szkoły mogły nosić. Znając życie zacznie się rewia, kto ma lepsze i ładniejsze? Wiem, że można sobie samemu uszyć i ja pewnie tak zrobię, ale może w ramach wsparcia gospodarki należałoby je JEDNAK kupić? Zobaczymy. Maszynę wyciągnę jutro, ale wzorów takich jak w sklepach mają to nie wyczaruję. Nie mam też gumek, czyli zaczepy muszą być na troczkach. Temat będzie wracał!
<><>
W bonusie mam pannę Łucję! Od góry do dołu ubrana w moje rzeczy. Spodnie doszły jakoś na wyprzedażach ze 4 lata temu (i były takie ciasnawe w biodrach), a bluzka lata temu, gdy Mieszko miał ze 3 miesiące (tutaj nawet byłam w niej JA). Bluzka o dziwo wtedy była dobra, a od kilku lat była maława. I tak wisiała, aż ktoś inny się w tym odnalazł! 😀
Zmieniłam klub biegowy. Ten nowy mi się podoba BARDZIEJ… Nie bardzo wiedziałam co było NIE tak w poprzednim. Najpierw myślałam, że NIE pasuje mi, bo tam są same pary. I te ćwiczące pary w kółko sobie dogryzały: coś tam, coś tam, pokażesz mu wieczorem... ALE w moim nowym klubie biegowym też są głównie pary. Potem przyszło mi do głowy, że to wiek i moment życiowy, bo tam byli ludzie z dość ambitnymi zawodami, ale tu też bywają. A następnie założyłam, że może to chodzi o żarty? Bo to tak jak z czarnym humorem. Bawi Cię dopóki Ciebie nie dotyczy. I są tematy, które MOŻE są i śmieszne, ale nie dla mnie.
Nie wiem. Coś było nie tak i chociaż było blisko, i spotkałam się z nimi przez pół roku, to zmieniłam. Treningi są wieczorami i lepiej biega się wtedy w grupie, niż samemu. Biegamy na bieżni i gadamy głównie o bieganiu. Przez tego wirusa odwoływane są kolejne imprezy biegowe i to wielu osobom burzy harmonogram treningów. Ktoś tam chciał zdobyć Koronę Półmaratonów, a Gdynia wyleciała z kwietnia na październik. A w październiku są jeszcze inne regulaminowe biegi… Itd.
Mam dla Was ośmio-marcowego tipa. Jeden duży sklep sportowy, na literę D, zrobił teraz takie promo. Musisz kupić u nich COŚ i pokazać jak z tym trenujesz. Zahaczyć się na insta, albo fb i możesz odzyskać kwotę za ten zakup! W tym moim nowym teamie biegowym jest babeczka, która przy tym programie pracuje i powiedziała, że wiadomo, jeśli ktoś będzie chciał zwrot za katamaran, to chwilę będą tę ofertę rozważać, ale że za odzież na razie zwracają każdemu 🙂
Widać mnie tu byle jak, ale mam nową żółtą bluzę! Tak naprawdę to model z działu męskiego, ale miałam ochotę na żółtą, a uszyte są tak samo. Najlepsze, że biega tam koleś (ze swoją drugą połową), w morelowej bluzie (takiej samej jak moja, tylko, że z działu damskiego 🙂 Jemu dla odmiany ten morelowy podobał się bardziej!
Nie ma przyjemniejszego uczucia niż chowanie się pod kołdrę. Różne rzeczy wtedy myślimy: Nareszcie/Och jak tu wspaniale/albo nawet: Kocham MOJE łóżko! Czasem leżymy i myślimy, że jeszcze mieliśmy coś zrobić, ale na ogół się to odpuszcza w myśl zasady: postaram się RANO o tym pamiętać. Chowamy wszystkie wystające elementy takie jak zimne ręce i stopy i jest nam naprawdę dobrze.
I jest to uczucie, które możemy przeżywać tylko zimą. Latem towarzyszy nam często myśl; NIE zasnę. NIE da się. Jest za gorąco. Kładziemy się czyści i już po chwili jesteśmy spoceni. Wiem, że są klimy, ale one odświeżają oraz wysuszają powietrze i nie dają takiego poczucia izolacji od świata jak chłód zimy i ciepła kołdra. Bardzo to w zimie lubię. Ten chłód i sweterki. Mało zimna była TA zima, więc sweterki były, lecz bez zimowej kurtki. Wykopałam w szafie czarną kurteczkę od Lutki i pod nią przez te trzy miesiące nosiłam SWETRY. Do Berlina zabrałam właśnie ją wraz z wielkim różowym szalikiem. TEN właśnie kolor to, DLA MNIE, kolor Berlina. Love parade co prawda się już nie odbywa, lecz cukierkowy róż to kolor, pojawia się w mojej głowie zawsze kiedy o niej myślę.
Wyżej muzeum DDR, niżej Lilka, która też jest BARDZO sweterkowa, a jeszcze niżej ja z Kolonii w jednym z moich ulubieńszych sweterków 🙂
<>><<>
Łucja za to już głową w lecie. Wkleję Wam fragment naszej pogawędki…
Ale nawet biorąc pod uwagę czas dostawy z Chin, z letnimi zakupami jeszcze chwilę zaczekamy! 😀
Bardzo sobie chciałam coś z tego Rzymu przywieźć… Duża jestem, więc chciałam coś dorosłego. Nie figurkę ze śnieżną kulą z koloseum, tylko coś mi się spodoba. Tak bardzo, że będę chciała to mieć. Widziałam taśmę policyjną z napisem: „Municipal Rome„. Mówię do Łucji: Może ją zdejmiemy? Ale mnie powstrzymała, chociaż tam gdzie wisiała NIE pełniła ŻADNEJ funkcji. No i miałam wyłącznie bagaż podręczny. Czyli odpadały zakupy jedzeniowe, bo nie wiedziałam, czy mnie z tym na pokład wpuszczą. Te kontrole na lotnisku zrobiły się strasznie szczegółowe. U nas/w Polsce przechodziłyśmy przez bramki wykrywania metalu bez butów, a w osobnych koszach jechały aparat fotograficzny i komórki. Kosmetyki odmierzone w ilościach nie przekraczających 100 ml sunęły obok w przezroczystym woreczku, też wyciągnięte z bagaży. Gdy wracaliśmy w Kolonii przechodziło się przez takie bramki jak w „Pamięci Absolutnej„. Musiałam stanąć w określonej pozycji, a potem czytnik pokazywał na tablecie celnikowi, KTÓRE miejsca powinien jeszcze sprawdzić. Kobiety są sprawdzane przez kobiety, mężczyźni przez mężczyzn. Buty, paski i swetry trzeba było ściągnąć jeszcze przed bramką. Mnie badała naprawdę niezła babka. Biust to z każdej strony miałam sprawdzony… Aż taki koleś co był za mną zdjął bluzę z błyskiem w oku: To ja się dołączę dziewczyny 😉 TAK BYŁO, ale rzeczywiście bez bagażu nadawanego w luku bagażowym NIE bardzo wiadomo co z tej podróży przywieźć…
Łucja wybrała sobie w Rzymie bluzę. Chyba w Tezenis-ie. Ładną. Oglądała leginsy, ale stanęło na bluzie. Mi natomiast spodobał się naszyjnik. W Aldo. Bardzo. Tylko, że był mało przeceniony. Różne tam były promo, ale on tylko z 36 euro na 17-ście. Ale podobał mi się TEN i TYLKO ten… Wróciłyśmy do tego sklepu, wzięłam go i poszłam z nim do kasy. A babka mi mówi:
Mam dla Ciebie prezent. Jeśli wybierzesz jeszcze DWA naszyjniki to zapłacisz za wszystkie tylko 10 euro.
Ale ja chcę ten.
To ten już masz. Możesz sobie wziąć jeszcze dwa. Albo torebkę, albo buty. Co chcesz. I zapłacisz tylko 10 euro.
Ja chyba chcę naszyjniki.
Ok To weź trzy naszyjniki. Będziesz miała na prezent.
Wow. Gdy byliśmy mali, jacyś tacy 13-letni byliśmy z rodzicami na rejsie po morzu Śródziemnym. I mieliśmy postój w Barcelonie. I z tamtej Barcelony – WTEDY, zapamiętałam sklep. Dom towarowy i dział papierniczy na parterze. Półki pełne małych skarbów. To było tak niesamowite, że mnie przytłoczyło. Ja NIE mogłam oddychać. Za dużo, za wspaniale, za bogato! I TYM razem, w tym Aldo włączyła mi się Barcelona. Ja pewnie mogłam wziąć coś innego, ale nie byłam w stanie. I wybrałam trzy naszyjniki. Potem był jeszcze dendżer, czy ja z taką ilością metalu przejdę przez TE bramki samolotowe, ale Włosi są cudownie zrelaksowani i przeszłam. 🙂
TEN z frędzlami to był ten, który chciałam najbardziej. A dwa pozostałe pokazałam Lutce.
Który wybierasz? Założysz na Sylwestra! Powiesz, że córka Ci w Rzymie kupiła. Wszystkich zakasujesz!
I babcia wybrała ten z kwiatami. A środkowy zestaw (z kolczykami) leży i czeka!
To fotki z netu. Ten pierwszy, to był TEN, który mnie tak powalił. Znalazłam go na stronie sklepu w Dubaju 🙂 Drugi z kolczykami, można w necie dostać, choć cena jest absurdalna. Trzeci to ten, który wybrała Lutka.
A tu ja w kawałkach w świątecznym stroju. Mam na sobie nowy żakiet, nowy naszyjnik i białe wełniane spodnie z Alika.
<><>
I zleciał kolejny! To też był dobry ROK. Miarą tego, że czuję się zadbana jest chyba to, że ruszyły wyprzedaże i właściwie to nic nie jest mi potrzebne. Mam i kosmetyki i odzież. Bieliznę, torebki i buty. No dobra doszedł fajny żakiet, ale to jeszcze chwilę przed świętami, bo Promod wystartował wcześniej. Zamówiłam sporą paczkę z Sinseya, lecz to dla Łucji! Chciała spódniczkę mini, w kratę do strojów galowych i świąteczny sweter. Mogę jej kupić, bo s będzie dla niej dobry jeszcze w przyszłym roku. Oraz kilka topów z długim rękawem, bo pozabierała mi wszystkie moje. Z Lilką nie wiem JAK będzie. Mam taką obawę, że ona może mi skoczyć nagle o 10 cm i za rok będzie już wszystko za małe. Jedna wybiera ciągle rzeczy w kolorze czarnym lub musztardowym, druga w odcieniach bieli i niebieskiego, i jak tu wszystko połączyć?
Jedno moja znajoma DUŻO pracuje. W robocie siedzi co najmniej do 18-stej, a 2x w miesiącu wsiada w auto i jedzie 600 km, żeby doglądać inną swoją inwestycję. Zamawia telefoniczne materiały budowlane, które tam dochodzą, sprawdza, czy ekipy robią to co powinny i przygotowuje obiekt na rozpoczęcie sezonu, gdy ten się zbliża. W ciągu dnia nie wchodzi na portale społecznościowe i NIE ogląda wieczorem seriali. Spiżarnię ma załadowaną po czubek, podobnie jak wielką dwuskrzydłową lodówkę. Doba zoptymalizowana absolutnie. I są tego efekty. W moich najlepszych miesiącach zawsze zarabiałam o to jedno zero mniej. I tak sobie czasem, po ludzku, myślę: Ech, gdybym i ja TYLE miała… TYLE rzeczy, mogłabym zrobić! I z całą pewnością nie były by to spa co 2 miesiące (bo to uważam za nudne), lecz coś prawdziwego!!! Ale coś za coś. Ona za to nie ma na czasu na godzinne spacery z psem o poranku i rozkładanie pasjansa w nocy (no, ale wczoraj były Andrzejki!).
Rozmawiałyśmy ostatnio o Black Friday. I ona mi powiedziała coś szokującego: Nie idę do sklepu. Mama mi powiedziała, że za dużo wydaję i niczego sobie nie odmawiam. I ma rację. Niczego sobie nie odmawiam. ??? Mama mi nie pozwala??? Myślałam później, czemu TAK mnie to zszokowało i doszłam do wniosku, że TO, to, że matka to dla KAŻDEJ kobiety jest ikoną i wyrocznią. Na ZAWSZE.
Cieszę się więc, że z Lucią jesteśmy w sumie podobne. Każda ma sporo na głowie i każda próbuje innej nie potępiać. I w piątek, MY poszłyśmy na zakupy. I doszłyśmy do Zary, w której był błękitno-szafirowy płaszcz, który podobał mi się już od jesieni. Wchodziłam raz na jakiś czas na ich stronę, czy JUŻ coś potaniał i czy JESZCZE jest. Na dodatek jedna polityk, całe wybory w TYM płaszczu występowała. I co ją widziałam to sobie myślałam: Wykupią jak nic, zanim przecenią! No więc weszłyśmy i ON był. Spojrzałam na cenę i była ta sama… Aaale babka metkująca produkty w sklepie powiedziała mi: Wszystkie rzeczy z różową kropką są 50% tańsze.
Mamuś, on ma różową kropkę!
Szybka decyzja. Mierz!
Nałożyłam … i była rozpacz. On na mnie wisiał. Wyglądałam w nim jak WIELKI, niebieski prostokąt. Taki PIĘKNY kolor i taki niepasujący do mnie fason :((( Przymierzyłam wiszący obok różowy i chociaż nie chciałam różowego, to taki szlafrok leży na mnie nieporównywalnie lepiej! Lutka w tym czasie zarzuciła na siebie biały prochowiec.
Cudowny, mamuś. I on też ma kropkę!
Niemożliwe.
Mhm. Jest tak świetny, że ja też sobie taki wezmę. Tylko, że beżowy i eMkę.
Umówmy się tylko, że jeśli przy kasie okaże się, że NIE przeceniony, to NIE bierzemy.
Jasne.
Poszłyśmy do kasy. Kolejka była krótka i gość o wyglądzie tureckiego wokalisty wkrótce przejął zza kasy nasze płaszcze. Mówię:
Wiele zależy od tego co Pan powie. Czy one rzeczywiście są -50%?
Ten tak…. A ten.. TEŻ.
Wspaniale! Bierzemy! A może jest szansa jeszcze na jakąś zniżkę?
Jaką?
Jakieś 10% dla radosnego klienta.
Jeśli jej udzielę to będę radosnym bezrobotnym.
Tu Lutka się wtrąciła:
To nie jest takie najgorsze. Radosny bezrobotny to lepiej niż nie radosny bezrobotny.
Miłe to, że obie, z mamusią jesteśmy jednakowo dowcipne [tu powinna być ta emotka z łzami ze śmiechu :D]
TO ten niebieski był. A ten amarantowy mierzyłam.
A ten wygrał! Wiosną przy świetle dziennym będzie go widać lepiej niż w ukośnie postawionym lustrze! 🙂
Kadr z metra. Było lustro i kombinowałam jak tu nas OBIE złapać!
Zawsze wracałam z Italii z zakupami, a tym razem nawet mi się nie chciało wchodzić do sklepów… Trzypiętrowa Zara? Ok, ale to jeden z tych sklepów, który odwiedzamy na wyprzedażach, Bershka to samo, a wszystkie inne u nas już są! Szłyśmy więc z tymi sucharkami turystycznymi (krzyżyk i buteleczka na wodę święconą z Watykanu + zawieszka z gladiatorami z naszymi imionami) i zanosiło się na to, że NIC dziecku nie kupię 🙂 No dobra, Sandro Ferrone kusił jak zawsze, ale my przyjechałyśmy z bagażem podręcznym i z nim też musiałyśmy wrócić!
Przeszłyśmy via del Corso raz, a potem drugi… I bingo! Zniosło nas do sklepu ze spodniami, gdzie Łucja wybrała sobie bluzę! Niby Tezenis też u nas jest, ale wybór pomagała Łucji zrobić babeczka, która wyglądała jak Naomi Cambell (te 20 lat temu)! I przypomniało mi się, że we włoskich sklepach zawsze uwielbiałam TEŻ obsługę 🙂
Miałyśmy też inną glamour przygodę ->> Szłyśmy obok Rzymskiej Opery… Akurat lunęło, schroniłyśmy się pod najbliższym dachem, a tam przydybał nas koleś, zapraszający na koncert tenorów. Dał nam takie info i chyba uznał, że się tam będziemy dobrze bawić! A potem trafiłyśmy na sklep z wypożyczalnią projektanckich ciuchów. Ta sukienka, przy której stoi Łucja kosztowała by nas na jedną noc 100 euro. TYM razem nie, ale kiedyś to TEŻ zrobimy! 🙂
Niżej TYPOWY turysta 😀 Torebeczka z zakupami i zabytek klasy 0!
I wejście do naszego hotelu. Chwilę przed wyjazdem, foto robił nasz taksówkarz. Poruszył, lepszego ujęcia NIE będzie… Ale ważnym na tym zdjęciu jest, że użyłam torbę, którą kupiłam sobie kilka lat temu i nareszcie mogłam ją wytestować!!!
Łucja, a może taki z siateczką? – zapytałam i pokazałam jej kolejny bra. Przed wyjazdem do sanatorium panna potrzebowała bielizny do ćwiczeń.
Fuj. Siateczka NIE jest visco.
Visco to znaczy modna?
Tak jakby. VSCO. Metalowe słomki są visco, błyszczyki Carimex, wielorazowe bidony. Gumki założone na rękę. Kskskksksk jest vsco.
Mówienie ksksksks???? To coś znaczy?
Nie.
A zespoły koreańskie?
One są fuj. Nie są visco.
Ty jesteś vsco?
Nie. Metalowe słomki są obrzydliwe.
Tu akurat się zgadzam 🙂
Byłam w galerii handlowej z obiema pannami. Oraz koleżanką młodszej. Lilkę z koleżanką zostawiłam na miejscu i wróciłam do domu. Odebrać je miałam po 3 godzinach. Wychodziłyśmy już z panną starszą i mijałyśmy Zarę.
Lilka, ogląda spodnie, które mi się podobają!
Te plastikowe! Chodźmy do nich!
I podeszłyśmy. Dziewczyny ściągały z wieszaków plastikowe spodnie i kurtki…
Maja, weź jeszcze okulary słoneczne! Wszystko będziemy przymierzać! 🙂
Zazdroszczę im tego szału :DD Dokleję Wam ICH zdjęcia z przebieralni gdy będę miała :DD Na razie wrzucam LATO. Krótkie spodenki, czyli coś CO NAM dochodziło! Łucja to nawet mnie wkręciła i dwa razy kupiłyśmy dla niej TAKIE same (prawie – białe postrzępione). Zapomniałam, a ona mnie za każdym razem tak prosiła, więc uległam. Moje są z Etam i to piżamka 😉 Ale przecież, kto o tym, oprócz Was WIE? 😉
Robiłam ostatnio zdjęcia dzieciom w klasach dziewczyn. Pomijając to, że w piątej klasie cała ekipa chętnie pozowała i była otwarta na szaleństwo, a rok później mam już sfochowanych nastolatków, mam PEWNE spostrzeżenie o napisach na bluzkach…
I otóż jeden chłopiec w tej szóstej klasie miał t-shirta z napisem. Boys will be boys. I to jest strasznie słaby napis. To jest hasło – orzeczenie, jakim usprawiedliwia się sprawców gwałtów w Indiach. Ten zwrot jest używany przez organizację kobiece jako przykład nierównego traktowania. Indie na własne życzenie dorobiły się katastrofy demograficznej i dochodzi tam do rzeczy absolutnie niedopuszczalnych. Społeczeństwo pozbawione kobiet powinno je chronić za wszelką cenę. I teraz tak: wg mnie, żadna sieciówka, niezależnie od tego jak bardzo są masowe, nie pozwoliła by sobie na taki napis na koszulce. Bo po prostu medialna nagonka na taki nadruk w serii koszulek by był marketingową porażką. Na fotce-up macie przykład pozytywnego napisu!
<><>
Ruszyły! Wyprzedaże. Przegapiłam bluzy w Bershce o których marzyły dziewczyny i nie mogę znaleźć jednej sukienki Zary, co to miałam ją sobie kupić… Tegoroczne wyprzedaże są pod kątem krótkich spodenek. Gór mamy dużo, a te doły jakoś i rosną i się zużywają. Podobają mi się JEDNE spodnie w groszki, ale mam tak dużo groszków, że nie wiem czy kolejne to na pewno dobry pomysł. Nie wchodzę w tym roku do Mohito, nie ma JUŻ również słomkowej torebki, którą wynalazłam w Stradivariusie i chciałam przebiegle doczekać do wyprzedaży. Trudno. Da się BEZ nich. Btw. z ogromnym żalem odkryłam również że dobiegliśmy do końca w dziecięcej rozmiarówce Pepco. Młody dostał rewelacyjne krótkie spodenki po 7 zeta i niestety 134 to już ostatni rozmiar w tym sklepie 😦 W ramce macie też torebkę, która mi UCIEKŁA oraz spodnie, co to potrzebne mi nie są, więc na razie tylko na nie patrzę 🙂