Coat routine

Brzęczała mi Lilka, że NIE ma kurtki na wiosnę. Fakt, panna na jesieni donaszała żółtą po Łucji… Odbierałyśmy w sklepie przesyłkę, byłyśmy tam we dwie, no i zajrzałyśmy do sklepu. I ona powiedziała: CHCĘ płaszcz. W sensie nie kurtkę, nie ocieplaną bluzę, a… PŁASZCZ!

No i dostała!

To ważne wydarzenie, bo co roku, na MOJE urodziny, MOJA mama kupowała mi płaszcze. W ubiegłym roku dostałyśmy z Lilką jakieś drobne na Rzym, ale zawsze wcześniej był to właśnie PŁASZCZYK. Mnożyły się w mojej szafie, jeden obok drugiego i co dekadę robiłam w nich czystki. I wygląda na to, że i ja zaczynam mój cykl płaszczykowy z córką 🙂

Nr 1- Sinsey 🙂

Dodaj komentarz