
Halo, halo, ale przecież miała być zimowa kurtka na wyprzedażach? Ano miała być… Nosiłam się z tym zamiarem i nosiłam i się zebrać nie mogłam. A może mi jednak nie jest potrzebna? Może wystarczy to co mam?? Niemniej jednak jasna kurtka, którą używałam, raz po raz lądowała w pralce. A to mi pies pobrudził, a to fluid zapaskudził wysoki kołnierz (nienawidzę tego), a to oparłam się o auto. Już jedną kurtkę kiedyś tak zużyłam. Ta fizelina w środku się zbijała w jednym miejscu, poza tym nie miałam co nakładać na zmianę…
Gdy w końcu dojrzałam do tego, że MUSZĘ JEDNAK mieć nową kurtkę, na wyprzedażach już NIC nie było. Szukałam przez strony, tak by odebrać w sklepie, zaglądałam do outletów, ale koniec stycznia to było za późno na szukanie zimowej odzieży.
Iiii? I kupiłam u Chińczyków. Kurtka dotarła wczoraj i jest SUPER. SUPER!!! Jest kolorowa, starannie wykonana. PUCHOWA, ma jakieś bajery, że mogę ją podciągnąć i zrobić krótką, ma wewnętrzne kieszonki i jest NIEPOWTARZALNA. Inna sprawa, że te kurtki mają naprawdę świetną cenę. 40-70$ za puchową kurtkę, to przy cenie dolara poniżej 4 PLN okazja wyjątkowa. Post otwiera Wam mix innych kurtek, która rozważałam.


Ma takie wewnętrzne „sweterkowe” rękawki na nadgarstki i wewnętrzny pas, dzięki któremu nie nasypie się śnieg pod plecy przy zjeżdżaniu na pupie z górki.


Na kolejną zimę STRÓJ mam, ale brzęczą mi panny, że one też potrzebują NOWE KURTKI… I też chcą w groszki, czyli co? Czyli takie trzy biedronki będziemy????









































