Klapa raz!

Tadaaaam!!!!

Zostałyśmy przyjęte do rankingu polskich SZAF 🙂 Tu można to sprawdzić, a ja dorzucam link do szpalty z adresami! 🙂

W dzisiejszym stroju niczym nowym bym Was nie zaskoczyła, więc tylko zoom na moją nową kogucią broszkę. Filcowy kogut made by ART Fabryka 🙂

Bananowa spódnica stewardessy

Bohaterem dzisiejszej notki jest żółta ołówkowa spódnica, upolowana czas jakiś temu na wyprzedażach. Potwierdza ona teorię, że jak widzisz coś fajnego – to kupuj! Potem pomyślisz z czym ją połączyć. Wisiało ich mnóstwo. I nikt ich ich nie kupował. Widocznie wszyscy myśleli podobnie jak ja: Na co mi spódnica stewardessy w kolorze kurczaka? A
prawda jest tak, że gdybym miała teleporter, to bym się przeniosła i
kupiła jeszcze błękitne, które równie smętnie straszyły na wieszakach…

Spódnica niestety nie ma podszewki. Nakładam do niej halkę, kupioną w
Mewie 🙂



Spódnica – Orsay
Bluzka– Zara
Rajstopy – rzymski Marco Marco
Spróbowałam Wam zrobić zooma góry: wykończenie białą lamówką, które spowodowało to "lotnicze" skojarzenie:

Wierzchnio był biały płaszczyk. Nie przepadam za nim, ale do żółtej spódnicy, żółty wydawał mi się przesadą… Całość miał ratować szal 😉

Płaszczyk – Carry
Szal– Turcja
Torebkę znacie.


I tak dziwując się, czemu to w kwietniu z nieba pada śnieg, dotarliśmy do biżuterii…

Na szyję nic mi nie pasowało, do płaszcza muszę kupić dużą broszkę, za to na ręce miałam bransoletkę z pereł – prezent od ślubnego, którego….hmm… na potrzeby bloga nazwiemy Carlos 🙂 Szal również zresztą od niego :))

Śliwki, wiśnie i winogrona

Są takie kolory szerokim łukiem omijane przez projektantów, ale uwielbiane przez ulicę. Sporadycznie pojawiają się w kolekcjach jesiennych, chociaż w takim np. fiolecie zdecydowanie lepiej się wygląda niż w brązach. Zresztą nawet eleganckie szarości są dużo bardziej wymagające.

Przypomniał mi się właśnie mój tato, który przez kilka lat uwielbiał swoją jedwabną wiśniową kurtkę ;)) Kris miał zawsze słabość do sportowych fasonów i zresztą wygląda w nich nieźle :))
Dziewczyny na śliwkowo. Patrzę na to zdjęcie i widzę, że konieczna jest wymiana butów… Może gustowny fiolecik?;)

Sukienki – H&M

Skóra do szafy!

Przychodzi taki moment, że wrzucam skórzane torebki do szafy. Zaczyna się wiosna, czuć powoli lato i skóra wydaje mi się wtedy za ciężka…

Ten sezon zaczynam wzorzystą torebką z Accesorize. Kupiona na styczniowej wyprawie do Rzymu doskonale sprawdziła się jako bagaż podręczny do samolotu.
Jest trochę za duża, ale na rozbieg i poczucie NOWEGO wystarczy 🙂

Spodnie i motyla bluzka
– Solar. Zestaw ubiegłoroczny. Btw. spodnie były jakoś relatywnie drogie, ale są naprawdę super. Z grubego płótna i wyglądają świetnie!

Folk is my passion

Co przypomina mi, że powinnam zrobić pas z zakładkami 🙂

Buty – hiszpańskie wakacje, marki niestety nie pamiętam :/ Nie przepadam za butami zupełnie bez obcasów, dlatego też choć już
prawie trzyletnie są niezniszczone. Właściwie to zakładam je tylko do
tej spódnicy


Spódnica
– Gapa
Apaszka – Turkish Airlines
Drewniane czerwone korale – Zakopane

Bluzka – bazarek czy inny no name sklepik
Żółty płaszczyk – Vero Moda

No ;)) i oczywiście: Lily Rose (fioletowa tunika– Tesco, granatowy sweterek GAP).

Śmiesznie się robi zdjęcia samemu sobie – przeglądam inne szafy, łapię zasady i powoli się wczuwam! 🙂 Wiem już, że tło nieważne. No i olać mine 😉 Na drugiej focie jakaś taka mocno chmurna jak na taką folkową damę wyszłam… Liczy się w końcu zestaw dzianinowy 😉

Strój w pracy się spodobał. Ach, i nie ma na zdjęciach torebki :/ Będzie przy innej okazji 😉
Była nie folkowa, tylko klasyczna.

Trampki

Ostatnio nosiłam je w szkole średniej.
Potem przez lat naście wydawały mi się niepoważne…
A teraz odkryłam je na nowo! 🙂

Skórzane tenisówki z Quazi.
Białe podobały mi się bardziej… ale jak szaleć to szaleć ;))

Witam!

 

W czwartek wyglądałam świetnie 🙂 Połączyłam to czego nie łączyłam wcześniej i wyszło wiosennie i nietypowo.
W fabryce wszyscy się zachwycili…
Babsko-próżniaczo mi tych zachwytów było mało :))
Stąd wziął się pomysł na szafiarskiego bloga.

Dlaczego trzy?
Bo będzie o mnie i moich córkach.
Jak nauczą się pisać dołączę je do grupy administratorów tego bloga i będą go ze mną współtworzyć.

  1. Ja to Fanta.
  2. Starsza niech będzie Lucy.
  3. A młodsza Lily Rose.
Hmm… Chciałabym, żeby ten blog był kiedyś kopalnią wiedzy dla dziewczyn o mnie. I mam też nadzieję, że przyda im się do czegoś. Jest moją lokatą dla nich. Będę go tworzyła, żeby im za parę lat przekazać. Zostaną autorkami czegoś co już istnieje i ma swoje grono czytelników. Co z tym zrobią będzie ich decyzją.
Otworzy ten blog fota z ostatniego spaceru.
Najważniejsze są kalosze – obowiązkowe w każdej szafie od chyba roku.
Moje to Funky Wellies – jestem wielką fanką zakupów w necie z Wysp, Lucy są niewidoczne, więc je na razie pominę, a Lily Deichman.
Dumą tego outfitu jest płaszcz: moja tegoroczna rzymska zdobycz – Sandro Ferrone