Bruce-a Lee

Ostatnio moja mama patrząc na mojego brata powiedziała:

  • Jakie Ty masz shaolinki, Marcinku!
  • To nie shaolinki, mamusiu, ale espadryle!

I niechętnie 😉 ale muszę bratu przyznać rację. Buty na sznurkowej plecionce to espadryle. Wynalazek hiszpańskiej rodziny tak udany, że wyposażano w nie nawet wojsko podczas wojny domowej. Lecz pewnie by takim niszowym produktem pozostały gdyby nie gwiazdy Hollywood i Yves Saint Laurent.

Ci pierwsi zaczęli je nosić w latach ’30 jako symbol letniego stylu życia, lecz do świata mody weszły w latach ’60 gdy YSL zadał pytanie jednemu z producentów obuwia: czy można je wykonać w wersji na obcasie…

Od tego czasu w modzie są na stałe. Są sezony kiedy znikają, ale szybko wypływają ponownie. Czasem zresztą nie jako buty na sznurku, a jako pochodna, czyli buty na różnego rodzaju plecionkach. Od shaolinek odróżnić je łatwo. Cichobiegi, jaki nosił np. Bruce Lee (dlatego też nazywają je bruskami) to były buty na cieniutkiej (4mm) kauczukowej podeszwie. Idealnie zginalne by łatwiej nimi poruszyć podczas walki.

 

Moje pierwsze espadryle miałam chyba w końcówce ’80-tych, ale zdaje się, że to była tylko jedna para. Dzisiejsze, dostępne w naszych sklepach to taka hybryda hiszpańsko-chińska. Może i na hiszpańskim sznurku, ale za to Made in China. Moje, kupione rok temu w Auchan, kosztowały kwotę JEDNOCYFROWĄ. Rozwalają mnie zawsze buty w takich cenach. Coś tańsze niż mięso na obiad i nie wiele droższe niż ser szopski. Pierwotnie zresztą myślałam o tym by kupić kilka par i farbkami do tkanin oraz koralikami je ozdobić. Ale na jednej parze, jak to u mnie się skończyło. Są wygodne, aczkolwiek strasznie w nich ciepło. Chociaż być może to efekt trzymiesięcznego łażenia w japonkach?



Tym razem poszły w parze z sukienką w bambusowe listki. Czerwoną bransoletką i białym sweterkiem.

  • Buty- Auchan
  • Zielona sukienka- Cotton Club
  • Sweterek- Banana Republic
  • Bransoletka – Reserved

A wino? Wino to moje ulubione zielone wino 🙂 Czyli lekko musujące, portugalskie Vino Verde :))

Kombinezony na europejskiej Copacabanie

Zawsze marzyłam o trzech córkach… Teraz bym już co prawda Kobego nie wymieniła (ZA NIC! 🙂 ale żeńskie rodziny cały czas robią na mnie duże wrażenie. Poznałam na tych wakacjach parę, którą los obdarzył trzema dziewczynkami. Jak towarzystwo wyturlało się z załodowanego po sufit ogromnego vana odkryłam, że wszystkie kobiety są ubrane tak samo! W identyczne granatowe sukienki 🙂 Czy wiecie, że wszyscy na nie patrzyli?! Czy to z powodu magii uniformów? Czy to działa jak żeńska wersja za mundurem panny sznurem??

Unifikacja zawsze jest efektowna. Jest taka maniera ludzi pływających na jednej łodzi, że do portu schodzą ubrani w identyczne koszulki. Np. różowe polo z naszywką z nazwą łodzi. Albo identyczne bluzki białe w czarne łaty (idealny strój na Dalmację)

Naszą wersją na snobów w Adriatyckim porcie były kombinezony. x3! 🙂 Bo dziś kombinezon nr 3 😉

  • Mój – Promod
  • Dziewczyn – Kappahl

Btw. moje buty to Inblue. Zużywam ok 3 par japonek latem i to jest tegoroczny Nr 1. Pływały, chodziły, prażyły się zasolone w słońcu i wyglądają tak samo jak w dniu zakupu!


Pola kukurydzy

Nie ma lepszych wakacji latem niż te spędzone w Polsce. Pod warunkiem, że lato jest słoneczne. Czerwiec i lipiec bywają u nas tak ciepłe, że nie ma sensu gnać pół Europy, by tracić siły przy 40 stopniowych upałach. 25-29 stopni, słońce, ciepłe wody jezior i rzek i niepowtarzalne krajobrazy. Za to po sezonie, gdy tłumy i kolejki się przetoczą można się wybrać na zwiedzanie muzeów Europy…

Jechaliśmy z Carlosem na rowerach. Piękny mamy kraj… Z każdym kilometrem narastały we mnie patriotyczne uczucia ;)) Nagle… Wyrosło obok nas pole kukurydzy!

  • Zrób mi tu zdjęcie!
  • Gdzie?!
  • W tym polu kukurydzy!
  • Po co?
  • Będę mieć na szafę mój krótki kombinezon!
  • Ale gdzie Ty chcesz stanąć?
  • No tu! Rób.
  • Zrobiłem.

A potem powspominaliśmy „Dzieci kukurydzy”. Naprawdę straszny horror, który przeżywaliśmy w wieku nasto. Może nawet bardziej niż Freddiego Krugera? 😉

Drugi z tegorocznych kombinezonów:

Po powrocie. Ja coś robię. Carlos przed laptopem wisi na stronie Apartu.  Popija litewskie piwo i woła:

  • Co to są te charmsy?!
  • To takie bransoletki. Łańcuszki do których przypina się zawieszki.
  • A beansy?
  • To takie rzemyki, na które się nawleka fasolki. Beans.
  • A które podobają Ci się bardziej?!
  • Chyba beansy. Ale żadnych mi nie kupuj. Przy młodym, tak długo jak go noszę nie mogę mieć bransoletek. Bo będą go gniotły. Mnie zresztą też.
  • Fajne to jest… Szkoda, że nie ma dla facetów. Taki np. kij do golfa. Są dla facetów?
  • Nie wiem. 🙂

Naszyjników zresztą też nie mogę nosić, bo Kobi ciągnie wszystko :))

Patent Zuzy

W okresie kiedy kupowałam bez mierzenia, kupiłam sobie w Reserved dwie bluzki. Prawie pół roku później przymierzyłam je po raz pierwszy… I jakoś kiepsko leżały :/ Wyłaziły ramiączka z przodu, a nadmiar materiału przy dekolcie się rolował… I wtedy przypomniała mi się Zuza! 🙂

Z Zuzą z 8 lat temu chodziłam na kurs językowy. Zawsze miała w swoim „outficie” coś niezwykłego. A to apaszkę zawiązaną na ręce, a to jakąś naszywkę lub chociaż odlotowy zeszyt. Przyszło lato i po zajęciach siedzieliśmy jeszcze chwilę na ławkach w okolicznym parku. Siedzimy, siedzimy i Zuza macha nogami. Buty zdjęte, a ja zahipnotyzowana patrzę na jej skarpetki. Wyznałam jej to:

  • Zuza, jaki masz czaderski wzorek na tych skarpetkach!
  • Aaaaa…. Wiesz, one są założone na lewą stronę. Bo prawa mi się nie podobała.

No właśnie! Jakie proste i logiczne! Metoda przypomina się raz na jakiś czas i nie jeden ciuch już uratowała. Bluzki z Reserved też. Nałożone tyłu na przód mają fajny łódeczkowy dekolt i ładnie zakryte ramiona.

Btw. pamiętacie moją granatową bluzkę z New Look, sprzed dwóch wpisów? Też jest założona tyłu na przód. Z tyłu jest/był/  płócienny karczek, dzięki czemu dekolt leży równo i nie robi się taki „worek”.

A oto i dzisiejsza bluzka. Z dekoltem, który ja nazywam Dekoltem Jacqueline Kennedy. Na plecach wisi rosnący lawinowo Kobe 😀

Pyta mnie pięcioletnia Lucy:

  • Kupiłaś sobie trzy kombinezony?
  • Tak.
  • Wszystkie sobie?
  • Tak.
  • A dla nas?
  • 🙂 Wam nic tym razem nie kupiłam. Kolejnym razem kupię coś dla Ciebie 🙂 Choć coś Ci pokażę.
  • Co?
  • To jest taka strona, taki pamiętnik, gdzie wklejam to jak wyglądam. To  jak wyglądamy. Widzisz?
  • Tak.
  • Za parę lat Ty będziesz sama wklejać tu zdjęcia. Może za trzy? Może za dwa?
  • Ale ja nie umiem robić zdjęć!
  • To się nauczysz.
  • A dlaczego tu są dwie marchewki?
  • To są papryczki.
  • Nie. To są marchewki :))

Be sure to wear some flowers in your hair…

Och, jak od dawna marzył mi się kombinezon... 🙂 Ale nic nie mogłam znaleźć. Przetrząsnęłam net i wynalazłam jakieś latexy, jeansowe wdzianka i płócienne ogrodniczki. A o kombinezonach cisza… Wczoraj sąsiadka jechała na zakończenie roku. W kombinezonie. Idealnym… Jasnym, w motyle i kwiaty, z jakiegoś lejącego materiału. Nienawidzę tego pytania, bo świadczy o tym, że JA tego nie wiem, ale ja zadałam:

  • Aga… Skąd masz taki super kombinezon?!!!?
  • W Promodzie są.
  • Jest extra…
  • Dwa lata temu wszystkie babki w Mediolanie takie nosiły.
  • Dzisiaj jadę kupić.
  • W H&M-ie też są niezłe.

I pojechałam. Do H&M-u nie dotarłam, zresztą na mnie i tak on słabo leży ichniejsza rozmiarówka, ale za to w Promodzie kupiłam… TRZY :)) Są różne. Jeden jest z krótkim spodenkami, są inaczej wykończone na górze i każdy jest z innego materiału. Ten dzisiejszy to 100% bawełna, jeden jest z wiskozy, a ten krótszy bawełniany z domieszką poliestru.

 

Proszę, jakie kwiatowe foto na kwiatowy dzień jak dziś :))

No i pokolej, co jest co:

  • Mój kombinezon – Promod
  • Czarne korale – Vero Moda
  • Klapki w kwiaty – CCC
  • Torebka –Auchan (bardziej pasowała mi taka mała prostokątna z jasnej skóry, ale ponieważ w MOJEJ torebce są pieluchy 😉 to chwilowo muszę mieć duże)

Lucy:

  • Różowa bluzka z falbankami – Reserved
  • Spodenki w kwiaty – wynalezione w szafie, w pudle dla niemowlaków. Nosiła je mając 5 miesięcy i odkryła, że mając 5 lat wciąż się w nie mieści 🙂 Długość coprawda inna, ale i tak je uwielbia.
  • Szklane koraliki – moje praskie zdobycze.

Lily Rose:

  • Sukienka w geometryczne paprocie- GAP

Figi, motyle

Miałam zrobić ten wpis na dzień dziecka. Ale co się ubrałam, to a to nie miałam baterii w aparacie, a to czasu, a to mnie „zabrudzono” 😉 Użyjmy więc machiny czasu i przenieśmy się do wieczora 31 maja… Carlos siedzi z lapem na kolanach i zagaduje przeglądając różne strony. Ma cel, ale jak zwykle dałam się podejść:

  • Kupię sobie koncertową płytę Genesis.
  • Aha.
  • I Ray Bany. Na Dzień Dziecka.
  • A co dla mnie na Dzień Dziecka?
  • Dla Ciebie?!? Przecież Ty ciągle sobie coś kupujesz!!! Otwieram Twojego outlooka, a tu co drugi meil to albo: Your order has been shipped, albo shipping confirmation!

Fakt. Dobrze robi mi się zakupy przez Internet. Nie muszę się oglądać w małej przymierzalni, nie muszę stresować gdzie akurat mi się stonka rozbiegła, i nie mam też problemów z reklamacjami jak nie trafię z rozmiarem. Ostatnio zrobiłam spore zakupy w brytyjskim New Look. To, gdzie kupować znajduję na ogól na innych szafach. Ten akurat sklep to wynalazek od Vintage Girl. Ceny nie do przebicia, tania dostawa, błyskawiczna wysyłka, no i bardzo fajne wzory. Minusy to jakość Terranowej. No ale do uzupełnienia casualowej garderoby jak najbardziej polecam. Trafiłam absolutnie ze wszystkim począwszy od majtek, aż po bluzki motyle. Jedyne nie do końca przydatne rzeczy, to kostium kąpielowy, który po prostu jest na mnie chwilowo za mały w biuście. Ale wrzuciłam do szafy, za rok będzie w sam raz.

Obie bluzki, które kupiłam bardzo mi się podobają. To taki zawsze świetnie wyglądający fason. Zwężane rękawki i dekolt, który nawet jak się przesunie wygląda dobrze:

Granatowa i biało-czerwona, którą ze względu na Kobiego ozdobiłam naprosowywanką z traktorem 😉

Wszystko pochodzi z New Look.

I białe spodnie Harlem, i obie bluzki i grafitowe shorty. Naprasowywanka from Allegro 🙂

„Sukienka” dla kobiety, a nie kobieta dla „sukienki”!

Słuchałam ostatnio niezłej audycji. O tym, że kobiety nie kochają swojego ciała. Zakładają byle co i nigdy nie są zadowolone ze swojego wyglądu. Że warto przypomnieć sobie jak było kiedyś: że sukienkę i wogóle stroje szyto dla kobiety, a nie kobietę szyto pod sukienkę. Prawda jakie ładne? Mierzymy w przebieralniach kolejne stroje i myślimy: nie wchodzę w nią, wyglądam grubo, nie nadaje się. A powinnno się podejść do tematu od drugiej strony: która z tych sukienek godnie będzie się na MNIE prezentować?

Dalej rozmawiali o bieliźnie. O tym, że na starych portretach widać jak bardzo ważny był biust. Ich właścicielki były wyprostowane, okrągły dekolt okalały koronki i kobiety przypominały wielkie prezenty. Smakowite babeczki…

 

Ostatni raz kupowałam bieliznę prawie dwa lata temu. No może nieco ponad półtora roku temu. Jak na maniaczkę bielizny to długo. I nadszedł czas bym coś zamówiła 🙂 Weszłam na brytyjski listek i padło na Elly Macpherson. Jej staniki w stylu vintage podobały mi się od dawna. Recenzja? Jest super. Naprawdę wygodny, świetnie kształujący i niebanalny. Zgodnie z uwagami posiadaczek wzięłam rozmiar ciut większy, bo numeracja jest lekko zaniżona. Zdjęcia na sobie Wam nie wkleję, ale katalogowe proszę bardzo: :))

Kamea z wąsikiem

Mało jest elementów garderoby, które miały tak krótką kadencję w modzie jak kamea. Okrągła broszka mocowna pod szyją na sztywnych falbaniastych kołnierzykach.

Dla mnie niesie ona ciąg skojarzeń: jest umiejscowiona jest w XIX wiecznej Rosji; na dekoltach wyprostowanych jak baczność guwernantek. Chłodnych „wiecznych dziewic” pozbawionych poczucia humoru i czytających potajemnie romanse. Królowych dobrych manier i konwenansów…

Jak zobaczyłam tę broszkę padłam 🙂 Jakaż rewelacyjna zabawa stereotypem! Będzie jak znalazł na śniadanie wielkanocne! 🙂 Lepiej było by pewnie do ołówkowej i czarnych butów, ale żadnej z tych rzeczy chwilowo nie ma w mojej garderobie.

  • Kamea z wąsikiem – Maja Allure
  • Bluzka w groszki– Mango
  • Czarna spódnica– Gapa
  • Biała kurtka –Monnari
  • Buty –Quazi

Kic_ kic_ kic…

Gdzieś już się kiedyś przyznałam, że jestem manualnym analfabetą. I być może dlatego rękodzieło innych wywołuje u mnie taką wielką ekstazę… Oglądam, pragnę posiadać, kupuję, obracam w rękach i nie mogę się nadziwić jakie niektórzy mają niezwykłe talenty.

Rok  temu postanowiłam, że dziewczyny na zajączka (taki Wielkopolski obyczaj prezentów na Wielkanoc) będą dostawać jakieś rękodzieło. Rok temu były to szydełkowe zające i pluszowa kaczka, a w tym roku wymyśliłam broszki. To jest taki gadżet, który się zużywa. Odpina, gubi lub mechaci (jeśli filcowy). Dostaną po kotku (a nawet po dwóch) i babeczce. Swojego kotka dostanie też Kobi, no i coś tam dostałam też ja. Ptaśka już poznałyście, a reszta wraz z detalami pojawi się w wiosennych zestawach! 😉

<><>

A skoro już jestem przy zakupach, to na co wydałyście Wasz fejsbukowy kupon do Reserved?

Nam doszła wiatrówka w kwiatki (nie jest mi specjalnie potrzebna, ale nie miałam, więc się przyda), tshirt, marynarska torebka z falbankami (była na dziale dziecięcym, ale będzie dla mnie) i różowe okulary dla Lilly Rose (bo była na zakupach ze mną)!

Bez obciachu nie jestem sobą ;)

  • Eeeeeee, mama!!!! Jak Ty wyglądasz?!!!? -powiedziała niespełna pięcioletnia Lucy.

Spojrzałam do lustra i rzeczywiście było słabo. W Carlosowych jeansach nie pasowałam do wylansowanej rodziny. Otworzyłam więc szafę i naprędce posiłkując się już odzieżą wakacyjną zmontowałam weekendowe zestawy. Ten niżej to niedzielny.

Mamy więc nową marynarkę, białe letnie spodnie, nieśmiertelną ostatnio opaskę i żeby nie było nie było za nudno: spice detal, czyli wielki pluszowy ptasiek w klapie. W końcu idzie Wielkanoc, nie?? :))

  • Marynarka z odwijanymi rękawami- ZARA
  • Białe spodnie- Camieue
  • Granatowa bluzka- Blue Sand
  • Opaska- Auchan
  • Buty- Quazi
  • Broszka ptasiek- Ayla Art