- Dziewczyny, jutro ja wychodzę, a Wy zostaniecie z tatą. Dobrze?
- Dobrze. A gdzie idziesz?
- Na Manifę!
- A co to jest Manifa?
- To taki marsz kobiet.
- A co Ty tak robisz?
- Idziemy, krzyczymy, jest zabawnie… Tam same dziewczyny są.
- A co krzyczycie?
- No… Krzyczymy: Dziewczy-ny są super! Jesteśmy najlepsze!
- A ja mogę z Tobą iść?
- Za rok może pójdziesz. We dwie pójdziemy.
- A długo Cię nie będzie?
- Kilka godzin… Spotkamy się na obiedzie u babci.
Tak sobie pogadałam z 5,5 letnią Lucy 🙂 A potem ubrałam Carlosa w opiekę nad dziećmi i ruszyłam. Nie wzięłam w tym roku Kobiego, bo z takim grubasem w chuście uszłabym może z 10 metrów… Za to korzystając z tego, że nie jestem obwieszona dziećmi dobrze się ubrałam 🙂 Btw. uwaga na za rok: wziąć rękawiczki to może jakiś transparent poniosę! 🙂

W zasadzie wszystko znacie. Buty były, płaszczyk był, o torebce było. Golf jest stary i nie miałam go na sobie ze 4 lata, spodnie dziedziczone, a tegoroczną nie wspomnianą jeszcze nowością jest czapka. Jest ze skrawków królika na takiej siatce i jest naprawdę fajna. Kupiła sobie taką moja mama i zaciągnęła mnie do sklepu po taką samą dla mnie. W różnych kolorach były, ale w ciemnym brązie było mi najlepiej.

- Futrzana czapa – Ochnik
- Płaszczyk – Sandro Ferrone
- Spodnie khaki – Orsay
- Czarne oficerki – Caterpillar
- Torebka – Simple

Moja klapa została ozdobiona na Manifie wielką naklejką z różowym ptaszkiem. Babka, która mi to naklejała, wykrzyknęła: Z ptaszkiem łatwiej! Bo ja wiem? :)))




































