Z ptaszkiem łatwiej, czyli MANIFA 2012!

  • Dziewczyny, jutro ja wychodzę, a Wy zostaniecie z tatą. Dobrze?
  • Dobrze. A gdzie idziesz?
  • Na Manifę!
  • A co to jest Manifa?
  • To taki marsz kobiet.
  • A co Ty tak robisz?
  • Idziemy, krzyczymy, jest zabawnie… Tam same dziewczyny są.
  • A co krzyczycie?
  • No… Krzyczymy: Dziewczy-ny są super! Jesteśmy najlepsze!
  • A ja mogę z Tobą iść?
  • Za rok może pójdziesz. We dwie pójdziemy.
  • A długo Cię nie będzie?
  • Kilka godzin… Spotkamy się na obiedzie u babci.

Tak sobie pogadałam z 5,5 letnią Lucy 🙂 A potem ubrałam Carlosa w opiekę nad dziećmi i ruszyłam. Nie wzięłam w tym roku Kobiego, bo z takim grubasem w chuście uszłabym może z 10 metrów… Za to korzystając z tego, że nie jestem obwieszona dziećmi dobrze się ubrałam 🙂 Btw. uwaga  na za rok: wziąć rękawiczki to może jakiś transparent poniosę! 🙂

W zasadzie wszystko znacie. Buty były, płaszczyk był, o torebce było. Golf jest stary i nie miałam go na sobie ze 4 lata, spodnie dziedziczone, a tegoroczną nie wspomnianą jeszcze nowością jest czapka. Jest ze skrawków królika na takiej siatce i jest naprawdę fajna. Kupiła sobie taką moja mama i zaciągnęła mnie do sklepu po taką samą dla mnie. W różnych kolorach były, ale w ciemnym brązie było mi najlepiej.

  • Futrzana czapa – Ochnik
  • Płaszczyk – Sandro Ferrone
  • Spodnie khaki – Orsay
  • Czarne oficerki – Caterpillar
  • Torebka – Simple

 

Moja klapa została ozdobiona na Manifie wielką naklejką z różowym ptaszkiem. Babka, która mi to naklejała, wykrzyknęła: Z ptaszkiem łatwiej! Bo ja wiem? :)))

Zimowe polowanie

1.

  • Zobacz jaką sobie kupiłam koszulkę na Walentynki….
  • Ładna. A co tam leży na szafce z metką?
  • To inna koszulka.
  • Po co Ci znowu tyle piżam???
  • Bo to jest inwestycja w nasze małżeństwo! Poza tym one kosztowały na wyprzedażach mniej niż w necie, gdzie na ogół kupuję…
  • Mhm
  • Oczywiście. W dzień się nie oglądamy, więc muszę zadbać o stroje na wieczór!

Dwie koszulki i spodenkiEtam


2.

Podobno mężczyzna nigdy nie zrozumie dlaczego kobiety ciągle kupują sobie nowe rajstopy. Przecież wczoraj miała nowe? A przecież one mogły się podrzeć, albo po prostu nie pasują. Na stronę knittexa trafiłam w ramach akcji – 2012 rokiem nylonowych pończoch. Jedna z szafiarek akurat o nich pisała. Btw. fajnie było by też mieć nylony 🙂

3.

I torebka. Zaległy prezent urodzinowy od mamuśki. Jak widać inna niż planowałam, ale jak ją zobaczyłam w Simple-u to wiedziałam, że to ta! 🙂

I have a dream last night…

Śniło mi się dzisiaj w nocy, że kupiłam sobie torebkę. Poszłam do mojego ulubionego sklepu z butami (który w realu mi zlikwidowali) i znalazłam wspaniałą torebkę. Była jasna, skórzana, prostokątna i z masą sprzączek. Asymetrycznych sprzączek. Obudziłam się rano i pierwsze co zrobiłam to zgooglałam nie tylko gdzie mam najbliższy ich sklep, ale także co ciekawego w aktualnej kolekcji. Hmm… Dokładnie takich nie było, za to spodobały mi się trzy inne… Nie wiem czy dotrę tam w tym sezonie, ale nie ulega wątpliwości, że na kolejną zimę muszę sprawić sobie nową torebkę! Skoro mi się to już śni… 😉

 

<><>

Kolejny strój przedszkolny dziewczyn. Skomponowany samodzielnie! 🙂 Jak widać Lucy ma już pewną konsekwencję w stylu. Rajstopy są w tym kolorze co paski na bluzce. Lilly Rose to natomiast cały czas żywioł. Są zielone rajstopki w kwiatki, pikowane białe spodnie, granatowa spódniczka bombka i DIADEM. Czy macie pojęcie, że ona wytrzymała w nim cały dzień???? 8 godzin w diademie 🙂 Inna sprawa, że o ile starsza siostra uwielbia naszyjniki i bransoletki, to młodsza najbardziej na świecie kocha nakrycia i ozdoby głowy :))

  • Pasiaste bluzki – H&M
  • Spódniczki biała kratka i niebieska bombka- włoski UPIM
  • Pikowane spodnie – 5-10-15
  • Rajstopki- Yorker
  • Mocno wyeksploatowany diadem- gazetka Księżniczki

Przystanek: Alaska

Zdumiewały mnie kiedyś osoby, które przed każdą zimą musiały sobie kupić kurtkę. „Muszę jeszcze sobie kupić kurtkę i buty na zimę, bo nie mam w czym chodzić.” To co stało się z kurtką ubiegłoroczną? Ja zawsze miałam górę kurtek i płaszczy z lat poprzednich. Nowe rzeczy dochodziły w trakcie albo pod koniec danej pory roku i było ich tak wiele, że nie było szans bym przez sezon coś zużyła.

Po raz kolejny sprawdziła się jednak zasada by niczemu się nie dziwić. Dzieci skracają żywotność odzieży. O ile stroi „galowych” mi nie brakuje to zwyczajne kurtki są po prostu zużywane. Może to przez częste pranie? Bo ciągle się brudzą…A to przy ładowaniu wózka do auta, a to podczas brania na ręce zachlapanego brzdąca… Więc co 10 dni lądują w pralce. Paski się gubią, rękawy mechacą. Pamiętacie kurtkę w której rok temu pojechałam na Manifę? Nie mogłam już na nią patrzeć… I na święta Lutka używając grubymi nićmi szytej intrygi zaproponowała mi nową: Justysiu, weź przymierz tę kurtkę? Nie wiem po co ją kupiłam, bo jest mi niepotrzebna. Przymierzyłam. Leżało super. Lutka więc kontynuowała: Mogę Ci dać pod warunkiem, że oddasz mi starą. Oddałam bez bólu. Mamuśka zresztą uznała, że jest tak zniszczona, że nawet biedni nie są tak biedni by im to dawać i wrzuciła ją od razu do kubła.

Mam więc nową kurtkę. I to chyba najlepszy tegoroczny prezent pod choinkę 🙂 Retrospektywnie mogę wspomnieć, że pierwszą kurtkę typu Alaska miałam w drugiej połowie lat ’80. To była puchowa Diadora z kołnierzem z prawdziwego futra. Być może zresztą jest jeszcze ukryta w schowku pod schodami w domu moich rodziców 🙂

  • Kurtka – Orsay
  • Buty – Emu (Ech to emu, dopiero je kupiłam, a już są w odwrocie – widziałyście ten obrazek co po fejsie chodzi? Zdjęcie Emu z napisem ZDEJMNIJ JE!?)
  • Sukienka w kwiatki –Jenny Han O marce będzie kiedyś więcej, bo to ciekawa projektantka. Na jej www znajdziecie zresztą MOJĄ!

Z sukienką był pewien problem, bo ma duży dekolt, a byłam w drodze na urodziny teścia… Więc w trosce o jego zdrowie 😉 nałożyłam na nią sweter. Biżuteria to krzemień pasiasty. Na Sandomierszczyźnie bywam często i „kamyków optymizmu” mam w domu dużo!)

Kurtkę ozdabiam buttonami. Były dwa, jeden się odpiął, więc dołożę jeszcze kilka 😉

Nowe jest nowe

  • To od razu widać jak nasze dzieci mają coś nowego! To zupełnie inaczej wygląda!
  • Mówisz o rajstopkach?
  • Nie o bluzce z baletnicą. Pewnie powiesz, że miała ją w szafie od dawna…
  • Właśnie nie. Wczoraj przechodziłam koło 5-10-15 i jej kupiłam.

Jak wszystkie osoby parające się branżą pedagogiczną mam letnią przerwę w przychodach. Lipiec jeszcze jakoś przeleci, ale sierpień i wrzesień do pierwszej wpłaty są tragiczne. W tym roku sytuacja się jeszcze dodatkowo skomplikowała, bo muszę się przekwalifikować. Co za tym idzie właściwie jedynym zakupem odzieżowym w tym okresie jest naście par rajstopek (foto :). Po pięć dla każdego. Bo zużywają, mechacą, przecierają i wyciągają. A nowe zawsze wygląda jak nowe, czego dowodem jest chociażby mój dialog z Carlosem wyżej.

Nie mam więc żadnej nowości, którą Wam mogę pokazać 🙂 Pokaże Wam więc dziewczyny. Chodzi o Lilly Rose. Mając dokładnie 3,5 roku przechodzi to samo co jej siostra w tym wieku. Sama komponuje zestawy nie stosując żadnych zasad, oprócz Ukochane. Jest jedna ulubiona bluzka, jest tiulowa spódniczka z zestawu dla motyli i ukochany t-shirt :)) Wiem, że to przejdzie, więc tym razem się nie stresuję! :))

Oficerki gąsienicy

Raz na jakiś czas kolejna firma z zupełnie nie odzieżowej branży wypuszcza ekskluzywną linię odzieżową. Zawsze (albo prawie zawsze) są to rzeczy świetnej jakości. Carlos ma mokasyny pirelli na podeszwie z tej samej gumy co opony i z identycznym bieżnikiem, no a ja właśnie zostałam posiadaczką oficerek Caterpillar.

CAT jest największym światowym producentem maszyn budowlanych, istniejącym już od 120 lat. Być może kojarzycie zdjęcia ogromnych ciężarówek pracujących w kamieniołomach, które należą do tej marki… Caterpillar to gąsienica i Ci co choć mieli do czynienia z ciągnikami tego typu wiedzą, że często porusząją się one właśnie na gąsienicach. Firma jest amerykańska, z Illinois, a odzież produkowana przez nich charakteryzuje się, podobnie jak maszyny, ogromną wytrzymałością.

Nie miałam czarnych oficerek i chociaż brązowe podobały mi się duużo bardziej, to zamówiłam te. Podobają mi się bardzo. Skóra jest gładka, sztywna, są dość wysokie, mają solidny suwak i naprawdę czadową podeszwę z metalowymi śrubami. Przydadzą się! :))

I jeszcze Kobe, który próbuje wytaszczyć spod moich nóg post-halloweenowego balona :))

Cyrograf podpisany!

Za czasów studenckich, podczas sesji, miałam jeden zwyczaj. Pierwsza piosenka jaką usłyszałam w radiu miała być zwiastunem tego jak mi pójdzie na egzaminie. Jak była fajna to bez obaw się szykowałam, a jak poleciało coś czego nie lubię to albo wyłączałam radio i włączałam raz jeszcze po kwadransie, ale mówiłam sobie, że to w końcu bez znaczenia. Jakby nie było rodzaj piosenki nie przekładał się na rezultat.

Dziś byłam podpisać umowę o pracę. Pierwsza piosenka jaką usłyszałam w radiu to był Don Omar, więc uznałam to za znak dobry 🙂 Zanim jednak wsiadłam do auta wybebeszyłam połowę mojej szafy…

Chciałam wyglądać zwyczajnie, ale oszałamiająco. A jeśli oszałamiająco to tylko mój biały płaszczyk. Do tego biała koszulowa bluzka (duży miałam problem z biżuterią, żeby nie było za dużo pod szyją), wąskie spodnie i nowe buty od mamuśki. Buty zresztą okazały się problematyczne -pamiętam czasy 37, a wychodzi na to, że 38 są obecnie maławe…

Z perspektywy dnia przyszło mi do głowy, że najlepszą biżuterią pod szyję mogła być mała kolorowa apaszka. Mam taką czarną w czerwone róże… Ona by tak ożywiła okolice pod szyją :/ Kolejnym razem!

  • Biały płaszczyk – Sandro Ferrone
  • Spodnie w kratkę – Benetton
  • Biała koszula w prążki – Camicissima
  • Buty-baletki – Venezia
  • Torebka- Simple

No i piosenka, od której zaczął się dzisiejszy dzień 😉 Coś mi dzwoni, że to już było, że to jakiś remix czy przeróbka… Ale dobra! 🙂 Don Omar ft.Luzenzo

 

Przebrany za kowboja…

Pierwszy raz gdy natknęłam się na hiszpańskie słówko disfrutar, przyszło mi do głowy, że z pewnością oznacza smakować. Rozłożyłam je na części dis-fruta, więc logiczne wydawało mi się, że chodzi o owoc… Aaaalee oznacza to coś innego. Disfrutar to odczuwać przyjemność i dobrze się bawić, a co więcej od tego czasownika pochodzi zwrot fiesta de disfraces, czyli bal przebierańców. Czy widzicie jak daleko w języku polskim leżą te słowa? Przyjemność- maskarada- zabawa. I tak to też czujemy. Naszą narodową ułomnością jest sztywniactwo 😉 . Chwała szafiarkom i trend-setterkom, że ożywiają i ośmielają ulicę, ale cały czas łatwiej trafić na przebieraną imprezę dzieci niż dorosłych. No bo jak ja będę w tym wyglądał? Wszyscy mnie wyśmieją!

Dlatego też staramy się z Carlosem wykorzystać każdą okazję, żeby pokazać dzieciakom, że przebieranie jest ok. Dziewczyny chodzą z przyczepionymi skrzydełkami, mają masę ozdób i kapeluszy i lubią je sobą zestawiać. Mam nadzieję, że dzięki temu w życiu dorosłym będzie im łatwiej i lżej żyć. Przynajmniej nie będą musiały łamać w sobie jakichś blokad 😀

Gmina zrobiła piknik. Kowbojski. Tak też się zestroiliśmy. W szerokie spodnie, kapelusze, haftowaną bluzkę i w koszulę w kratę włożoną w spodnie. Pewnie, ze można było bardziej sie przebrać, ale zabrakło gadżetów 😉

  • Różowe spodnie bombki – Peace&Love
  • Granatowy top z haftem- Gap
  • Kapelusz – greckie wakacje

<><>><<><>

  • Wchodziłeś kiedyś na blog Kasi Tusk? Wisi dziś na głównej onetu.
  • Wchodziłem.
  • Ale dziś?
  • Nie, wcześniej.
  • Ale po co?
  • Bo chciałem zobaczyć.
  • No i?
  • Może się podobać.
  • A jak oceniasz jej outfity?
  • Ok. Sama Zara, H&M i Cubus.
  • A inne wpisy? Np. o tym jak gotowała rosół?
  • Nie widziałem. Ale to możesz mi dziś ugotować rosół a’la córka premiera.

No więc ugotowałam mężowi ten rosół. Szafa KT zresztą całkiem fajna. Ja znalazłam tam kolejny sklep internetowy w którym muszę zrobić zakupu. A wszystko przez jeden myśliwski kapelusz z piórkiem… 😀

Dzień bikini

  • Weszłam do Calzedonii kupić dziewczynom kostiumy na przyszły rok i zobaczyłam, że jest też wyprzedaż męskich kąpielówek.
  • Kupiłaś mi?
  • Tak. Babka powiedziała, że nie chyba nie mieli nigdy aż tak ich przecenionych.
  • Jakie kupiłaś?
  • Białe.
  • Białe?!?!? Po co mi białe kąpielówki?!!?
  • Wyobraziłam sobie, że będą pasowały do jachtu.
  • ALE JA NIE MAM JACHTU!!!
  • Zawsze możesz mieć…
  • Białe to nie mój styl!
  • Były też granatowe. Możesz sobie kupić jeszcze jedną parę…

Dawno temu wymyśliłam sobie dzień bikini. Nie pamiętam już kiedy on wypadał: czy to był listopad, czy luty… Ale chodziło o to, że w jeden z tych ponurych, chłodnych dni nakładałam pod spód kostium kąpielowy. Taki promyk słońca na niepogodę. Dziś dzień bikini wypada mi na początku września. W sklepach można upolować jakąś ciekawą powakacyjną resztkę (dla mnie już nic nie ma, ale w dziecinnych jeszcze sporo jest), a w bieliźnianych netowych sklepach pojawiają się nowe kolekcje kostiumów.

Kostiumów nowych jest trzy. Najpierw kupiłam dwa – po jednym dla każdej. „Brazylijskie owoce” i „jeansowe kwiatki”, ale Lucy uznała, że jej się nie podobają 🙂 Pojechała więc z Carlosem i dokupiła sobie błękitny. ON kupił sobie GRANATOWE kąpielówki :)))

Tym samym mi doszły… męskie białe kąpielówki. Mierzyłam je z wyszywaną górą Cuzco i wygląda to naprawdę nieźle! ;))

Poprzednich kostiumów dziewczyn nie wywalam. Te trójkąciki materiału są takie rozkoszne, że niech zostaną. Zresztą może kiedyś któraś… zechce sobie zrobić drogę do własnej sypialni wyłożoną ramkami z wszystkimi swoimi bikini?  Od najmniejszego do teraz? ;))

Bez mydełka Fa! :)

Ślub brata to ważne wydarzenie. Nawet jeśli nie robi tego pierwszy raz, zdecydowanie warto je odnotować. Tym bardziej, że przypadła mi rola świadkowej…

Moda weselna rządzi się odwiecznymi zasadami. Nie chodzi oczywiście o suknię panny Młodej, bo tu trendów i mód jest co niemiara, ale o outfity weselnych gości. Tradycyjnie biel jest jest już zarezerwowana, więc dominują róże, fiolety, a wśród mężczyzn szarości, granaty i te nieznośne butelkowe zielenie. Można zawsze spotkać małą czarną (wersja damska) i welurową kamizelkę (wersja męska) :))

Jako, że ślub był nad morzem było trochę granatów (Carlos kupił sobie wypasione granatowe mokasyny Pirelli) i mimo wszystko bieli. Ja byłam różowa. Właśnie sobie uświadomiłam, że ja na weselach ląduję na ogół w różu… Jakby nie było tym razem dodatki były szare, a torebkę trzymała mi mama, bo była za duża i nie pasowała 🙂 Dla dziewczyn była to doskonała okazja by ubrać je w  identyczne sukienki.

  • Różowa sukienka – Cotton Club
  • Szare buty  pożyczone od mamuśki- Venezia
  • Szare perły – Apart
  • Białe sukienki z granatowymi kokardami (dziewczyny) – Cocodrillo
  • Bransoletkę ze świeżą różą dostałam od świadka :)))

Zoom na buty. Te sexi japonki (Gap) to oczywiście nóżki Lilly Rose.

Do pełni dokumentacji Państwo Młodzi. Kremowa sukienka Panny Młodej to autorska praca poznańskich projektantek Bizuu.

Sto lat, sto lat! :))