
Nie ma przyjemniejszego uczucia niż chowanie się pod kołdrę. Różne rzeczy wtedy myślimy: Nareszcie/Och jak tu wspaniale/albo nawet: Kocham MOJE łóżko! Czasem leżymy i myślimy, że jeszcze mieliśmy coś zrobić, ale na ogół się to odpuszcza w myśl zasady: postaram się RANO o tym pamiętać. Chowamy wszystkie wystające elementy takie jak zimne ręce i stopy i jest nam naprawdę dobrze.
I jest to uczucie, które możemy przeżywać tylko zimą. Latem towarzyszy nam często myśl; NIE zasnę. NIE da się. Jest za gorąco. Kładziemy się czyści i już po chwili jesteśmy spoceni. Wiem, że są klimy, ale one odświeżają oraz wysuszają powietrze i nie dają takiego poczucia izolacji od świata jak chłód zimy i ciepła kołdra. Bardzo to w zimie lubię. Ten chłód i sweterki. Mało zimna była TA zima, więc sweterki były, lecz bez zimowej kurtki. Wykopałam w szafie czarną kurteczkę od Lutki i pod nią przez te trzy miesiące nosiłam SWETRY. Do Berlina zabrałam właśnie ją wraz z wielkim różowym szalikiem. TEN właśnie kolor to, DLA MNIE, kolor Berlina. Love parade co prawda się już nie odbywa, lecz cukierkowy róż to kolor, pojawia się w mojej głowie zawsze kiedy o niej myślę.
Wyżej muzeum DDR, niżej Lilka, która też jest BARDZO sweterkowa, a jeszcze niżej ja z Kolonii w jednym z moich ulubieńszych sweterków 🙂


<>><<>
Łucja za to już głową w lecie. Wkleję Wam fragment naszej pogawędki…




Ale nawet biorąc pod uwagę czas dostawy z Chin, z letnimi zakupami jeszcze chwilę zaczekamy! 😀