💍2025 w naszych szafach!

  • Lila, widziałaś fotkę z lotniska z Twoim rodzeństwem? Mieszko zaczął nosić niebieski szalik Łucji.
  • Widziałam. Jak mogłaś mi to zrobić, że urodziłaś „BLIZNIAKI”?? Gdyby chociaż jedno było podobne do mnie! A tak? Oni są jak klony!
  • To prawda. Mam tylko nadzieję, że Mieszko nie będzie przechodził tej fazy na bycie snobem.
  • No nie wiem.

Bardzo dużo fajnych rzeczy wydarzyło nam się w tym roku w strefie look&beauty. Zaczęłam rok od uzupełnionej w dobrą bieliznę szafy, a kończę wykupionym karnetem na siłownię. Ba, ziścił się jeden z punktów na liście moich noworocznych planów, że zrobię COŚ radykalnego dla mojego wyglądu i byłam na poważniejszym zabiegu kosmetycznym. Skłuto moją twarz i szyję dziesiątkami igiełek i czy pomogło nie wiem, ale jak mi zeszło zaczerwienie i opuchlizna po 3 dniach to było LEPIEJ 🙂 Przez pół roku byłam RUDA, ale od listopada ZNOWU jestem blondynką! 🙂

Najmniejszą przestrzennie garderobę w domu ma Lilka, ale ona ma ten sam rozmiar co Łucja i czasem jak coś potrzebuje, to bierze od siostry, tym bardziej, że tamta NIE mieści się na swoich półkach i zajmuje połowę odzieżowego miejsca młodszej siostry. Mieszko natomiast jest bardzo stylish i u niego wszystko, ZAWSZE, ma pasować. Jak gdzieś idą razem (a ma być takie bliskie i szybkie wyjście typu Żabka), to zdarza się, że Lila przed wyjściem wchodzi do toalety, a jak wychodzi przed dom, to rodzeństwo jest już ubrane w NOWE i czyste ubrania. Młodemu doszedł w tym roku garnitur, a nawet dwa, plus sporo koszul. Młody dołączył do pocztu sztandarowego (taka odzież była potrzebna) i PRZYDA się to w maju na egzaminy ośmioklasisty! Lila ma szafę pełną galowych wariantów na przyszłoroczne maturki, zresztą jej się BARDZO trudno kupuje… Ale, żeby nie było tak, że dla Lili nic nie jest ważne, dla niej WAŻNE są włosy i skóra. Ona dobiera kosmetyki wszystkim w domu, zna się na nich i jej marzeniem jest ułożyć NAM rutynę kosmetyczną, która nie będzie takim chaosem, wg którego wszyscy działamy. Baa, tak jak podróże Łucji są szlakiem matchy, kawy, lodów i modnych miejscówek, z wakacji z Lilą przywozi się walizę kosmetyków. No i pod choinkę panna średnia chciała nożyczki do włosów i wczoraj po kąpieli SAMA sobie podcięła końcówki!

Wrzucę Wam linka do moich dwóch ostatnich, akurat odzieżowych rolek, a niżej już lecą STYlove NAJki roku 2025

  • Moje gdybanie na temat przyszłorocznego koloru roku – ja lubię kolory i jest ich u mnie dużo!
  • Sweterki świąteczne. Zliczyłam i mam ich DUŻO. Moich własnych miałam TRZY (dwa granatowe i jeden różowy). Potem, w październiku dostałam kolejny (rozpinany), a kolejne TRZY (czarny, czerwony i biały) odziedziczyłam po Mieszku, który się w swoje nie mieści. Rozumiecie to? SIEDEM!!! Łucja ma TRZY (szary, biało-czarny i granatowy), a Lila jeden i wszystkie te sweterki nosimy wymiennie. Cały grudzień mogę śmigać tylko w nich! Btw. sweterek świąteczny dla Mieszka to jedyna rzecz, którą chcę upolować na tegorocznych wyprzedażach i młody dostanie go za ROK.

💍Kolor roku – latem był ten Butter Yellow, koniec roku to moje ulubione połączenie bordu i brązów, a za rok zobaczymy co będzie z tą bielą!

💍Biżuteria – po latach monopolu na bransoletki, w tym roku były to PIERŚCIONKI. Kupiłam sobie dwa cuda w prawdziwym sklepie z biżuterią i podobają mi się kolejne. Nie wiem kiedy znowu będę mogła sobie coś kupić, ale ja i pierścionki? Tego nie było!

💍Influencer modowy – ze 3 miesiące temu trafiłam na stronę Tomka z Modnie Powiedziane i podoba mi się. To nie tylko własne opinie o modzie i trendach, ale też dużo fachowej wiedzy.

💍Część garderoby – długie spódnice. Były w lecie, kupowałam je ubiegłej zimy i sporo już w nich chodziłam TEJ zimy. Mam na dodatek wygodne zimowe buty, więc nawet jak sypnie śniegiem to się nadadzą!

💍Marka – odzieżowo odkryliśmy marki tureckie i chińskie, ale niestety NIE można ich kupić u nas. Natomiast jeśli chodzi o sklepy to zostaliśmy fanami niemieckiego DM, o który Diabli nas ćwiczy, że to nie [di:em] lecz [de:em] bo to przecież drogerie markt, a nie DIRECT MASSAGE. Ach, jest jeszcze marka Marylin, gdzie kupowałam rajstopy, w sumie złożyłam już u nich TRZY zamówienia i są mega fajne.

Wyżej macie zlepek Hamburgskich fotek dwójki najstarszej i najmłodszego, a jeśli chodzi o plany na przyszły rok, to NIE ma tego wiele. TEN rok przyniósł morze torebek, w tym tą o której rok temu marzyłam. Mamy buty, choć spodobały mi się ostatnio kolejne (ale to na lato i zdecydowanie nie są mi potrzebne), bieliznę, kurtki i spodnie. No dobra, ja mieszczę się tylko w dwie pary, ale nie będę do nowej wagi kompletować dołów. Najwyżej przestawię się na spódnice i dresy. Buty biegowe się nieustannie rozpadają, ale cały czas nie planuję kupna kolejnych, choć wystarczyłoby odpuścić jedne zakupy drogeryjne z Lilą i na buty by starczyło. Jeśli uda nam się dotrzeć na wyprzedaże to marzę o kolejnych szalikach w intensywnych kolorach, no i tak jak napisałam wyżej, ten świąteczny sweterek dla Mieszka przydałby się za rok.

🍜Co przywieźć z Chin? Nie tylko na Dzień Singla! ;)🍜

Naszą historię o tym, że wszystko kupimy sobie tam, już znacie. Pojechaliśmy BEZ bagażu, ale pod drodze kupiliśmy walizkę z którą wracaliśmy. Uratowała nas także pralka, którą mieliśmy w jednym z naszych miejsc noclegowych. Wahałam się czy ją użyć, ale na wyposażeniu miałam też ładnie pachnący płyn do prania, więc odpaliliśmy urządzenie CZTEROKROTNIE.

Bardzo mieliśmy ochotę na ubrania szyte dla fast fashion specjalnie na chiński rynek. Adidas ma cudowną kolekcję, gdzie bluzy wyglądają jak stroje cesarskich dostojników, tyle, że z paskami Adiadasa z boku. Ale były to rzeczy drogie, więc zrezygnowaliśmy. Myśleliśmy też o labubu, które chociaż jest ragebaitem, to kusiło. Cudowne są też szpile do włosów… TEŻ jednak nie doszło, podobnie jak moje leki na ból głowy, a bo zwyczajnie zabrakło czasu na apteki i zakupy. Sklepy tam są WSZYSTKIE możliwe. Panny są fankami Brandy Malville i było – i to na trzech piętrach. Sklepy z zabawkami (Miniso) były na ośmiu piętrach. Pop Markty, czyli labubu były pięciopiętrowe i dodajmy, że było ich KILKA i powstają cały czas nowe. Zara, Starbucsy i fast foody (chociaż z odrobinę innym menu!) SĄ. Domy Hello Kitty, domy postaci z gier komputerowych, domy anime… WSZYSTKO tam było! Dodajmy do tego, że byliśmy tam na 11.11! Czyli DZIEŃ SINGLA (w dacie są same jedynki), czyli dzień największych wyprzedaży w roku!

🍜Przywieźliśmy herbaty. Kupuje się je tam wspaniale, bo w specjalnych sklepach, sadzają Cię i POJĄ. Towarzyszyła mi Lilka i razem wybrałyśmy kilka wersji.

🍜Czipsy z glonami, które są pyszne i sporą ilość słodyczy, które są inne. Z jedzenia chcieliśmy kupić dużo, ale tam za bardzo nie ma sklepów spożywczych, bo oni w domu NIE gotują. Są tylko mini sklepiki z produktami instant. Nie doszły więc ani ryże, ani sosy.

🍜Suszone owoce. Mamy aż trzy wielkie paki suszonego mango!

🍜Kosmetyki. Chiny słyną z kolorówki, NIE ma tam także (co nas zaskoczyło) marek koreańskich, ale doszło nam też sporo kosmetyków do włosów i maseczek w płachtach. Wiedzę o markach posiadała Lilka, która nabyła ją na tik-toku. Polecę Wam natomiast sieciówke The Colorist, która jest takim naszym Hebe. W centrach miast są wyłącznie „douglasy” i warto znaleźć coś innego.

🍜Cukierki White Rabbit. To kultowa w Azji marka słodyczy, ich słodycze są landrynowate, ale zupełnie smaczne.

🍜Papeteria. To nie wymaga reklamy i gdyby nie to, że papier sporo waży, to można by kupić wszystko. U nas Łucja kupiła sobie kilka zeszytów i długopisów na studia.

Chińska ulica jest bardzo kolorowa i oryginalna. Dużo jest osób w strojach z epoki cesarza, sporo jest osób w takich zestawach kawaii i w bardzo odważnych zestawieniach. W Szanghaju była specjalna dzielnica, gdzie były same concept story (pod którymi siedzieli street fotografowie), dużo bananowej młodzieży oraz szkoły pod którymi czekali dziadkowie i szoferzy. Wysoki jest poziom tolerancji różnorodności. Przecudowne są przedmioty z laki i kaligraficzne obrazki, ale again brakło czasu i mało mieliśmy miejsca.

Ach i makijaż. Chinki są dość atrakcyjne, ale co ciekawe one stosują specyficzny rodzaj makijażu. Uzyskuje się efekt bardzo jasnej skóry, odrobina blushera i inaczej maluje się oczy. Czasem trafialiśmy na kobietę z Europy, która próbowała się tak malować i na NAS wygląda to słabo. Ale np. Łucja była bohaterką jednego tik-toka o udział w którym poprosiła ją dziewczyna na ulicy i ona nałożyła na Łucję filtry by ją do TAKIEGO makijażu upodobnić. Taka ciekawostka 😀

👚Wjechały moneciaki… znaczy idzie jesień!

  • Zobaczcie jaka jesień! Lana del Rey pasuje do dzisiejszej pogody za oknem!
  • Łucz, co za głupoty opowiadasz! Do „za oknem” pasują śmieciarze, którzy już wjechali w naszą uliczkę! Jaka znowu Lana? Jedziesz ze mną i z Lilą do jej lekarza? To daleko będzie.
  • Jadę. To Wy pójdziecie do gabinetu, a ja na jakąś matchę… Och, nie! Matcha nie pasuje do jesieni!
  • Kupisz sobie herbatkę rozgrzewającą. Nie, Lila?
  • Tak. Ja mam chyba kupony do KFC na herbatkę. Mogę Ci Łucja wysłać.

Do Biedry wjechały kolejne pluszaki – tym razem Moneciaki, wszyscy ostrzą się na Paragona Piotrka, czyli lato można zamykać! Miałam plan pojechać jeszcze z ekipą na jesienne zakupy, ale Lilka słusznie zauważyła, że jesiennych klimatów JESZCZE mało i w sklepie znosić nas będzie do smętnych resztek wyprzedaży. Pojedziemy za to pod koniec września, bo wtedy będzie już wiadomo CO potrzeba. Na razie sytuacja wygląda dobrze. Buty wszyscy dostali od ojca na nowy rok szkolny, wszyscy mają też kupione DOŁY, a gór (bluz) na wiosnę było dużo. Młody co prawda brzęczy, że potrzebuje więcej bielizny, ale przesunięcie zakupów o miesiąc wiele nie zmieni. Pojedziemy TUŻ przed jego sanatorium to przy okazji kupimy mu dresy.

Pomyślałam TAKŻE, że zrobię w tym roku podsumowanie LATA, więc oto one:

👚Marka – całkowicie zaskoczyły nas zakupy w Turcji. To było do tego stopnia trafione, że nie dość, że ubraliśmy się TAM przed sezonem, to nie czuliśmy później potrzeby wchodzenia do sklepów na wyprzedażach w Polsce. Wygrywają więc tureckie marki: Ambar, Mavi i DeFacto. Marzy mi się, że będziemy sobie tam przed sezonem podskakiwać co roku, żeby zapasy uzupełnić… Nie chodzi tylko o ceny, lecz realnie WCHODZIŁYŚMY do sklepów i wszystko nam się podobało.

👚Fason – tego lata nosiło się długie białe spódnice. Nie było ANI jednego miejsca, gdzie przynajmniej jedna osoba nie miała takiej na sobie. Ja moją miałam z Turcji, ale pożyczała ją ode mnie Łucja. Zresztą nie mogę odżałować, że tylko w jednym kolorze ją kupiłam! Z długich rzeczy mega przydatne i trafione okazały się też jasne, płócienne spodnie w prążki, co to obie dziewczyny sobie przed sezonem sprawiły (Łucza z błękitne, Lil w beżowe).

👚Kolor: Butter Yellow. O tym butter yellow na okrągło mówiły panny i rzeczywiście maślanego żółtego było dużo!

👚WZÓR: zebra! Najpierw JA kupiłam sobie kostium w zebrę, później widziałam KIM K. w kostiumie w ZEBRĘ, a teraz Łucja zgłosiła, że ona w sumie chciała by też plecaczek w panterkę (co to wg mnie jest wstępem do zebry). Panna kazała też zamówić sobie metalowe płytki (we wzory animalistyczne) do nanoszenia wzorów na paznokcie. Już do nas płyną z Alika!

👚Najdroższy zakup – T-shirty Mieszka. Babcia zabrała wnuki na zakupy i ten mały snob wybrał sobie takie, które mu się podobały, BEZ patrzenia na cenę! Panny całe lato mu to wypominały, tym bardziej, że w Turcji taką jakość znalazłyśmy DUUUŻO TANIEJ. I zresztą TEŻ tam mu je kupiłyśmy!

👚Kamień – i tu znowu, jak co roku od lat, wygrywa bursztyn. Jedna z nielicznych rzeczy przywiezionych z Litwy to bransoletka z bursztynów. Moim zdaniem bursztyny są tam dużo tańsze i kupiłam sobie bransoletkę w łaciate kulki – bursztyn z marmurem. BARDZO mi się podobają!

👚Influ odzieżowy – zaczęłam obserwować młodą dziewczynę, chyba z Poznania, która nazywa się Zofia Lachman (szukajcie jej na Insta). Ona szyje retro stroje i PEWNEGO razu zamówię sobie taką sukienkę na wymiar! Sukienek NIC mi nie doszło, zerkam na to co zostało po wyprzedażach w Reserved, ale NIE mam już planów by coś kupować na LATO, TEGO lata!

👚Akcesoria: torebki. STRASZNIE dużo nam ich doszło tego lata. TRZY w Turcji, jedna już na początek roku szkolnego (Łucja) i jedna taka codzienna dla mnie. Ta ostatnia jest ważna: rok temu, na moje urodziny, dostałam od moich rodziców KOPERTĘ, żebym sobie coś kupiła. I chciałam kupić COŚ fizycznego, żeby nie zeszło nam na codzienność. I prawie po roku znalazłam idealną torebkę. Jest zamszowa, zakładana w poprzek i wyjątkowo mi się podoba!

👚Gadżet- Labubu? Lafufu? 😀 No dobra, nas nie dotyczy (NA SZCZĘŚCIE) i cała aura wokół tego „cuda” CHYBA już wygasa!

👚Najpiękniejszych ludzi zobaczyliśmy w Helsinkach, a najlepiej ubranych na Litwie!

👚👚👚

Zaczęłam szukać JAKICH fotek jeszcze Wam nie wklejałam i wygląda na to, że jesteście na bieżąco, bo znalazłam TYLKO dwie Litewskie! Na pierwszej jest Łucja z Młodym. Ogólnie widać na niej, że panna ma niezłą szopę, bo cały czas (od ponad roku, kiedy to PRZED maturą postanowiła NIE ścinać włosów) do fryzjera nie dotarła. Włosy Lilki są już do pasa, więc obie mają sporo tych kudłów, co widzę po kąpieli 😀

Tu Łucza upraszcza picie KAWY na plaży, czyli kombinuje jak tu leżeć ZE SŁOMKĄ:

I galeria na laptopie podpowiada mi, że powinnam wkleić jeszcze FOTKI Łucji (jedzącej chrupki) i Lili. Zdjęcia są z okresu, gdy panny miała jakieś pięć i trzy lata i zrobione były aparatem Łucji (dlatego fotograf na dolnym to Mieszko – widać po spodniach od piżamy). Nie zanosiło się na to, że panny takie LOKI będą miały!

𖤍Jak mało wydać w Finlandii?

Jeden stereotyp dotyczący Skandynawii skutecznie hamuje nas przez podróżami tam. CENY. Finlandia jest tańsza niż Szwecja, ale trudno myśleć tam o dłuższych wakacjach i tamte kierunki wybieramy na ogół jako city break. Zdradzę Wam kilka life hacków jak myśmy sobie radzili.

Przede wszystkim NIE jest jakoś niewyobrażalnie drogo. Odzież kosztuje tyle co u nas, a ceny lepszych kosmetyków są niższe. Jest drogeria Normal, która jest czymś pomiędzy Rossmanem, a Tigerem i można tam trafić naprawdę na fajne rzeczy. Jest również Lyko, który nawet wysyła do Polski i jest bardziej prestiżowy, no ale jak wysyłacie to dochodzi Wam przesyłka i jak to przez net, nie da się wszystkiego powąchać… Noclegi kosztują podobnie jak w Polsce, a z jedzeniem ratował nas wariant przerabiany już w Brukseli, czyli kuchnia Azjatycka.W Helsinkach jest dużo knajp z jedzeniem z Nepalu i pomijając, że uważam, że politycznie należy wspierać Nepal (long story) to jest to po prostu bardzo dobre, dużo łagodniejsze niż Indyjskie, jedzenie. Na śniadanie natomiast chodziliśmy do sklepu, albo piekarni i tam kupowaliśmy drożdżówki. Tradycyjne fińskie śniadanie to cynamonka z kawą. Kuchnię mieliśmy w apartamencie, a herbatę (Z MUMINKAMI) kupiliśmy w sklepie spożywczym.

No, ale przejdźmy do najlepszego. Od jakiegoś czasu przymierzałyśmy się z Lilką do apek food sharingowych. Nie mieliśmy czasu i przestrzeni by wejść w grupy freegańskie, ale kupowanie niesprzedanych nadwyżek bardzo nas ciekawiło. W Polsce mamy apkę To Good To Go i w Finlandii też ona jest. Tylko, że mało popularna. Mają tam za to ResQ Club i zamawiałyśmy tam, po czym docierałyśmy na miejsce i Lilka mówiła: We are from Rescue Club i oni podawali nam papierową siatę z towarem przecenionym od 30 do 50%. Ofert jest dużo, ale szybko znikają. Około 16-stej miałyśmy około 1000 propozycji, po 19-stej było może 30-ści. Tak zamawialiśmy kolacje i tak dzieciaki zamówiły sobie jedzenie na podróż (wychodzili o 4 rano i planowali zjeść w pociągu na lotnisko).

Ale fajnie tam jest. Siedziałam na tym lotnisku z knułam kiedy by tam ponownie pojechać!

🛍️🥂💰💳Zakupy Tax Free w Turcji

Jest Turcja poza Unią i przypomniało nam się TO w trakcie robienia zakupów. Byliśmy tuż przy kasach i zapytałam o to sprzedawczynię. TAK, realizują, ale potrzebny jest paszport! Drugi haczyk ukryty jest kwocie, bo trzeba zrobić zakupy za minimum 200 PLN, bo minimalna kwota zwrotu to 4$. W Turcji nie zrobimy też TEGO wszędzie, ale jeżeli wejdziemy do większego SKLEPU odzieżowego (nam udało się to w De Facto) to jak najbardziej o to występujcie.

Drugi ważny krok to PODEJŚCIE do punktu na granicy (jeszcze w Turcji, JUŻ po odprawie) by złożyć wniosek. Zwrot podatku (czyli od 10 do 22% kwoty zakupu) wleci nam po kilku dniach na podany TAM rachunek bankowy (ja podałam taki w euro).

Wiadomo, kwota zwrotu pewnie bardziej opłaci się w przypadku zakupu elektroniki, ale Turcja od lat wielu słynie z doskonałej bawełny i kolekcje z sklepach są super. Nie jest jakoś BARDZO tanio, ale spokojnie można założyć, że jest to 50% różnicy do cen w Polsce. Najfajniejsze sklepy odzieżowe to znane dobrze w Polsce, już od lat ’80: Waikiki, Mavi i De Facto. Dla nas hitem była marka Ambar, ale oni mają dopiero 30 sklepów w całej Turcji i ich trzeba poszukać. Jeśli chodzi o rozmiarówkę to moim zdaniem jest ciut mniejsza. Góry na ogół kupuję s, a tam lepsze dla mnie są M.

🛍️🥂💰💳

CO JESZCZE tam kupić?

U nas, jak wiadomo, panny to włosomaniaczki, więc jedna walizka zawsze jest nadawana do luku bagażowego, gdyż wyładowujemy ją kosmetykami do włosów z danego kraju. Największe zakupy zrobiliśmy w Gratisie i tutaj kolejny life hack – skombinujcie sobie wcześniej TURECKI numer telefonu. Różnica w cenie BEZ takiego numeru i z Z nim była ogromna. Szampon kosztował lub 460 tureckich lir (43 PLN), lub 180 (15 PLN). I różnica dotyczyła KAŻDEGO kupionego tam produktu. Druga nasza obsesja to JEDZENIE. W walizce nadawanej znalazły się więc także: wielki plastikowy kubełek tahini, syrop z rodzynek oraz syrop do baklavy (te dwa ostatnie będą do owsianek). Dziadkom w prezencie przywieźliśmy chałwę i rachatłukum (różane to nasza domowa obsesja). Znajoma, której miastem życia jest Stambuł mówi także, że cudowne są cynowe garnki, w których gotuje się INACZEJ, bo ciepło rozkłada się nich LEPIEJ.

I wasn’t born to suffer

  • Co uważasz za najważniejsze w Twojej garderobie i Twoim wyglądzie, w tym roku, Łucja? – wracaliśmy autem ze spotkania z dziadkami i zaczęłam męczyć ekipę o odzieżowe podsumowanie.
  • Nie wiem.
  • A czego Ci najwięcej dochodziło, albo z czego jesteś dumna?
  • Najwięcej doszło mi topów… No i mam super jeansy- panna kupowała sobie jakieś extra levisy, korzystając z tego, że kuzyn Matiego tam pracuje i miał konkretne przywileje zakupowe.
  • I jeszcze morze małych torebek i białych butów sportowych! Lila, a jak u Ciebie? Nie uważasz, że fajnie, że odkryłyśmy w jakim letnim fasonie najlepiej wyglądasz?
  • Nie. Ale mam najdłuższe włosy w całym moim życiu. I czarne t-shirty z Primarka były najlepsze w lecie.
  • Mieszko, a Ty? Może najważniejsze są spodnie adidasa, których masz już trzy pary i w których na okrągło chodzisz?
  • Ale dwie pary mam od niedawna…
  • To może przełomem jest to, że na tegorocznych zakupach ubrała Cię Łucja?
  • No nie wiem. Lubię moje bluzy.

Z okazji wyprzedaży wybraliśmy się z babcią na zakupy! Lila tradycyjnie nic nie wybrała, Mieszkowi obiecałam bluzy z Pull&Bear-a (już zamówiłam), a Łucja kupiła sobie górkę letnich topików, które przydadzą się jej podczas najbliższego wyjazdu. Ja i babcia kupiłyśmy sobie kamizelki! Babcia wybrała sobie taką w stylu zakopiańskiego kubraczka (chce ją nałożyć na domówkowego Sylwestra, na którego się z dziadkiem wybierają), a moja to pantera! Od dwóch lat oglądałam takie kubraczki ze sztucznego futerka, ale dopiero ta pantera (ze zdjęcia na DOLE) TAK mnie porwała, że postanowiłam ją mieć!

🧊🧊🧊

Koniec roku. Znowu nie sprawiłam sobie nowych butów biegowych (przechodzą na 2025), a moje torebki się rozpadają. Wyciągam z szafy, takie piętnastoletnie i udaję, że niby nowe, bo nikt nie pamięta. ALE znalazłam już taką, która mi się podoba i chyba ją sobie kupię! Bardzo dobrze wygląda natomiast nasza sytuacja z bielizną. Nowe góry i doły mają wszyscy, a ja która od dekady do bielizny się nie zbliżałam, kupiłam sobie AŻ trzy nowe, codzienne staniki (Triuph ma bardzo fajną stronę). Doszło mi kilka koszulowych bluzek, a one bardzo odświeżają garderobę… Rozwaliliśmy cztery pary japonek, lecz odkryłam na Aliku takie, które chyba wytrzymają nasze obciążenia! 2x w roku byłam u fryzjera na cięciu i farbowaniu i taka częstotliwość jest idealna. Ważnym wydarzeniem (również z punktu widzenia przeglądu szafy) były maturki, gdzie przez trzy tygodnie wyczarowywałam różne galowe outfity (lubię to co mam w szafie). Chyba dość ciekawym trendem jest także to, że tradycyjny prezent Łucji dla jej chłopaka to koszulka jakiegoś mało znanego klubu sportowego. Panna je wyszukuje i jest to zawsze bardzo trafiony podarek!

🪩Kolor rokupantone. Czy on nam się przydarzał? Poza bielizną raczej nie. U nas Lila z Mieszkiem uwielbiają czarne t-shirty, młody ma słabość do brązu (oni chyba lubią wyglądać podobnie) i chociaż wolę go w granatach i szarościach, to niech się ubiera jak chce.

🪩Biżuteria – to nie jest mój żywioł, ale Nakarmiona Starecka wkleiła ostatnio sygnety z bursztynami z Kruka i TAKIE mi się zamarzyły!

🪩Część garderoby – krótkie spodenki. Upociliśmy się w tej Albanii tak, że konieczna była naprawdę letnia odzież. I mamy!

🪩Odkrycie – chałat, czyli uzbecki szlafrok, który Wam pokażę na wiosnę. To będzie mój przyszłoroczny płaszczyk!

🪩Marka – wchodzimy ciągle do tych samych sklepów, więc relatywną nowością jest powrót do Croppa oraz Adidas. Ci drudzy mają fajny program lojalnościowy i chociaż nie są to rzeczy tanie, to ich spodnie są jedyną garderobą noszoną przez Mieszka.

🪩Influencer – przeskrolowałam mojego Instagrama i odkryłam, że w tym roku zaczęłam follować polskich producentów butów i torebek i kilka osób tworzących dość nietypowe pary. I o jednej z tych par Wam opowiem. On jest Amerykaninem, a ona pochodzi z Nigerii. Taka sytuacja: on mówi do kamery: What my Nigerian wife says instead of just saying NO? Po czym zadaje jej pytanie: Honey, what about camping tomorrow? I ona nie ruszając się z kanapy odpowiada: I wasn’t born to suffer. I strasznie mi się to spodobało. Mam wrażenie, że kulturowo próbowałybyśmy odpowiedzieć NIE, dając jakieś wytłumaczenie bądź zamiennik: Kemping może w przyszłym tygodniu. W tym chciałabym pojechać do Ikei. Albo: myślałam, że w końcu zrobimy grilla. Albo: sądziłam, że pojedziemy do moich rodziców. A przecież odpowiedź jest jasna. Chodzi o to, by elegancko powiedzieć NIE. Takie bądźmy! 🦩

Co na przyszły rok? No cóż. Rozpoczęłam taki średnio miły moment, że donaszam po dzieciach. Mam górę fajnych i wygodnych dresów, dzięki czemu weszłam na nowy poziom komfortu codzienno-spacerowego trybu, a na dodatek zaczęłam dziedziczyć buty po synu. Te co teraz zużywam na wiosnę wywalę, ale to nie znaczy, że nie czekają na mnie kolejne… Jestem bardzo zadowolona z nowych staników. Nie planowałam, ale to jest jednak inna jakość. Planuję sobie kupić torebkę (wybrałam!). Te buty sportowe było by dobrze, ale jeśli się NIE zapiszę na żaden bieg, to ich nie kupię…

Mam dla Was jeszcze jedną zabawną rzecz. Wpadłyśmy wczoraj z Lilką do sklepu, żeby zobaczyć piżamy. Zbliża się termin sanatorium i panna potrzebowała jakąś z długimi nogawkami (Mieszko dostał trzy piżamy pod choinkę). I tak jakoś zniosło mnie na sekcję męską i ujrzałam tam przecudowne męskie koszulki, które otaczała aura bogactwa i przesady i pomyślałam, że byłaby z tego wspaniała KOLEJNA galowa koszulka Mieszka. Zrobiłam filmik i mu wysłałam…

Wolność to złudzenie

-„Amulet z Samarkandy”

Gonię w piętkę powyjazdową, ale muszę sobie zapisać co z tego Uzbekistanu przywieźć. Bo im dalej od naszego powrotu, tym częściej myślę, że wrócić warto. Ostatnio na jakiejś podróżniczej grupie babka pisała, że na wschodzie Uzbekistanu jest fabryka jedwabiu (Fabryka Jedwabiu Yodgorlik) i pojechała tam specjalnie na zakupy, a my na ten wschód to w ogóle nie dotarliśmy! Czeka Chiwa, czeka wysuszone jezioro, więc kraj jest dla nas nieodkryty! Btw. gdybyśmy byli o cieplejszej porze to można by z Samarkandy uderzyć na Tadżykistan i zaliczyć siedem jezior, które trzeba odwiedzić by osiągnąć szczęście 😀

⚱️Jedwab i wyroby z jedwabiu – nic nie kupiliśmy, chociaż były tam rzeczy przepiękne. Wyszywane poduchy, obrusy i szale. Mamy za to dwie haftowane poduszki (ale na bawełnie!)

⚱️Szale z kaszmiru – MAMY!. Sztuk trzy: dwie dla Łucji, jeden dla Lili. Kupiliśmy też jeden dla babci. Babcia i Łucja mają takie mocno wyszywane w granaty.

⚱️Bakalie – zachwycaliśmy się azerskimi orzechami, ale uzbeckie są te same, a kosztują 1/4 tej ceny. Albo nawet 1/5. Prażone migdały, makadamia i RODZYNKI. Nie lubicie, nie? My TEŻ nie. ALE tamte są pyszne. Siedzisz i jesz rodzynki. Kupiliśmy kilogram i było to MAŁO.

⚱️Btw. słodycze są takie sobie, chałwa jest inna niż arabska, a wielu osobom przypomina blok czekoladowy. Omijajcie natomiast te jogurtowe kuleczki, które sprzedają wszędzie bo są obrzydliwe.

⚱️CHAŁATY, czyli te szlafroki, które miejscowi noszą niczym płaszcze. Ja mam zielony i jest piękny, WIOSNĄ go Wam pokażę!

⚱️Herbaty – czarne i zielone, mamy po kilogramie i to jak z tą azerską – one są po prostu pyszne.

⚱️Przyprawy – ja przywiozłam więcej szafranu i przyprawę do płowu, czyli dania narodowego.

⚱️Ceramika- jest przepiękna, ale nie wiem jak ją przewieźć. Wykupiliśmy wielki bagaż (20 kg) i w tamtą stronę mieliśmy 17-ście – do środka włożyliśmy TAKŻE kurtki na lotnisku w Polsce, a z powrotem kurki i szale mieliśmy na sobie, a i tak wyszło 21 kg…

Warto dodać, że jeśli załapiecie się na przesiadkę na półwyspie arabskim to spróbujcie także Dubai Chocolate i daktyli. Na tej gigantycznej bezcłówce na tamtejszym lotnisku chciałam też kupić sobie puder Huda, ale jak wracaliśmy to byliśmy TRADYCYJNIE spłukani, więc nie kupiłam 🙂 Trudno, będę dalej funkcjonować z pudrem Hebe 😀

to dworzec w Samarkandzie
to też dworzec. PKP, a właściwie Uzbek Rail

o tym jak wyprzedaże uratowały nas po raz kolejny

Ogólnie czuję się finansowo dobrze. To chyba trochę nietypowo, bo większość znanych mi osób ma poczucie, że na nic ich nie stać i wszystko sobie odmawiają. U nas jest nieporównywalnie lepiej niż było kiedyś i pomimo różnych zawirowań, o przyszłość martwię się umiarkowanie. Natomiast za każdym razem, zderzenie z urzędem czy statystykami wpędza mnie w rozpacz. Nienawidzę jak życzliwie wypełniam z kimś na ulicy ankietę i dochodzimy do kwestii zarobków. Mam wtedy do wyboru najniższe widełki, albo opcję, którą wybieram: „odmawiam odpowiedzi” (i to chyba wybierają ci co są tacy jak ja). Dołuje mnie info o średniej krajowej, czy zwrot podatku, który okazuje się, że mi nie przysługuje bo zarobiłam za mało. Słabe to jest, bo wydaje mi się, że nasze (NASZE) życie jest wypełnione i jak coś chcemy to mamy, a tu okazuje się, że CO my mamy…

Wyprawa do Albanii obnażyła zgrozę naszej letniej garderoby. Tyle czasu wydawało mi się, że na lato to ja MAM wszystko, że wyprzedaże zaczęliśmy omijać. Proste. Ale okazało się, że takich letnich rzeczy, co NIE mają lat naście, ja np. nie mam. Dwie trzyletnie pary krótkich spodenek ze sklepu z piżamami i tyle. Nie chciałam brać rzeczy „miejskich”, bo jeansowe rybaczki na 40 stopni się nie nadają, podobnie jak sztywne rozkloszowane spódnice. Ba, coś z czego NIE zdawałam sobie sprawy to, że każdy letni strój spływał potem zanim doszliśmy do końca kempingu i powinnam była mieć stroi WIĘCEJ niż dni. Jednocześnie dobrze wyglądała sytuacja z kostiumami: miałam aż trzy i tylko jeden wcześniej nosiłam, bo o ile na basenach bywamy i jednoczęściowe CZASEM zakładam, to bikini się w szafie kurzyło.

WIĘC: Po powrocie polecieliśmy do sklepu na resztę wyprzedaży! Przede wszystkim Łucja odkryła w Stradivariusie kratki i doszły nam spodenki w dwóch kolorach (sztuk pięć) i bluzki dla dziewczyn (sztuk dwa). Po drugie, Mieszko ubrał się w Croppie i tu kolejny SZOK, bo NIE chciał bym JA mu pomagała, a zawołał Łucję, by go ubrała. Ona w podskokach przybiegła i go ubrała. Doszły krótkie spodenki i góry. A na koniec weszłam do Zary i kupiłam trzy białe bluzki. Różne, ale wszystkie z asymetryczną falbaną. Bo może przydadzą się za rok na maturki, bo nasze białe bluzki chociaż śnieżnobiałe, mogą liczyć wiek w dekadach.

I potem, wieczorem, siedziałam przed serialem i wycinałam metki… Jakie to wszystko było pierwotnie drogie! Koniec lipca to jednak przeceny ok 80%. I niby to wiedziałam, ale za każdym razem mnie to szokuje. Cieszę się z tych zakupów bardzo – pewnie to powiększa moją finansową ułudę, ale oto jesteśmy ubrani na kolejne lato!

Co przywieźć z Albanii?

To śmieszne, bo wszyscy piszą: CEBULĘ! 🙂 Nie wiedziałam o co chodzi dopóki nie zjadłam sałatki greckiej TAM na miejscu. Nie lubię papryki, a tam mi WYJĄTKOWO smakowała, a CEBULA w niej była wybitna (ja nie dodaję do greckiej cebuli, a oni dodawali i to pasowało!). Cebula była chrupiąca jak jabłko i bez cebulowego posmaku. Nie ostra i nie szczypiąca. Niemniej jednak to co na serio (i na ogół) się przywozi to:

🍉gliko, czyli rodzaj syropu, w którym zanurzone są owoce. Znaliśmy to z Azerbejdżanu, ale smaki Albanii są inne. Największym rarytasem są skórki arbuza i mandarynki. Takie też zestawy przywieźliśmy dla TYCH co opiekowali się naszym zwierzyńcem (sąsiedzi i dziadkowie). Podobno najlepsze gliko pochodzi z Permetu

🍉dżemy – z naciskiem na figowy i pomarańczowy (KUPIONE!)

🍉górską herbatę – Caj Mali, czyli coś co u nas nazywa się gojnik – przywiozłam ➡️napar z tego jest idealny na przeziębienia, – z ziół polecany jest tam TEŻ, ogólnie dostępny, SALEP, czyli sproszkowane kłącze storczyka, czyli idealny napój na zimę

🍉miód mandarynkowy – te miody sprzedają przy drogach, podobnie jak wielgachne arbuzy i winogrona. Winogron nikt tam nie ceni, ale ciemne są wybitne! Do spróbowania kolejnym razem mamy też prażoną kukurydzę, którą również można kupić przy szosach!

🍉kawę – nie przywieźliśmy, ale DUŻO piliśmy na miejscu i rzeczywiście jest bardzo dobra. Kupowana w barach jest tania – freddo kosztowała w przydrożnym barze 150 leków, czyli około 5 PLN

🍉oliwę – też nie kupowaliśmy, ale jadący autami zawalają nią sobie całe bagażniki

🍉chipsy o smaku tzatzików albo oregano – takie właśnie Łucja przywiozła dla Matiego!

Jesteśmy foodies, więc poruszamy się w obrębie żywności, lecz piękne były również długie bawełniane koszule, które wszyscy nosili na plażę, ciepłe wełniane skarpety, gruba fajansowa ceramika i haftowane portfele.

Obowiązującą walutą w Albanii są LEKI, ale wszędzie można płacić Euro i jest to dość prosty przelicznik – 1 euro to 100 leków. My kupiliśmy też galaretkę z granatów (do zrobienia), w sklepach kuszą polecane sery i masła, ale np. nie ma tam całkowicie jedzenia dla zwierząt. Sekcja dziecięca jest też mikroskopijna – to raptem jeden krótki regał w większych sklepach.

Z life hacków lotniczych, na lot do Albanii polecam Wam też wziąć bagaż rejestrowany. W tamtą stronę wykupiliśmy walizkę 10 kg, a z powrotem 20 kg. Mieliśmy dużą nadwagę, lecz o ile u NAS pilnują wagi, TAM nikt nie zwrócił na to uwagi i wszystkie te dobra, wraz z mokrymi ręcznikami, które gotowa byłam wywalić BYLE przewieźć resztę, udało się przemycić!

Żal mi tylko FIG. Na drzewach (one rosną przy drogach) JUŻ dojrzewają, będą za jakieś 3 tygodnie, czyli warto jeździć tam również w sierpniu!

🔥Co przywieźć z Azerbejdżanu?

Z praniami już wyszłam na zero (wczoraj nawet wyprałam dywaniki, co oznacza, że w koszu z brudami WIDAĆ dno), walizki pochowane i przypomniało mi się o co chodzi w mojej pracy na TYLE by się na nowo wdrożyć. Jutro jedziemy na obiad do dziadków i zabierzemy dżemy wraz z herbatą i zrobimy im profesjonalne azerskie czajepitie. Mogę więc podsumować, w oparciu TAKŻE o grupy podróżujących w tamtym kierunku, CO przywieźć z Baku:

🔥Herbatę – mamy i czarną i zieloną i obie mają cudowny zapach. Czasem jak kupujesz herbatę w sklepie z herbatami i podsuwają Ci różne słoje, to na myślisz: Nie to… TO też nie... Może to? i w końcu kupujesz tę, której zapach drażni Cię najmniej. Te herbaty pachą WSPANIALE.

🔥Przyprawy – mamy jakąś taką najważniejszą, która jest chyba przyprawą do plov, ale u nas posłuży do naszej kuchni fusion, obowiązkowy jest też szafran z Lahica i sumak.

🔥Gadżety turystyczne – tkają tam dywany i nam doszły trzy małe tkane podstawki, które pewnego razu zawisną na ścianie, magnesy, torby z azerskim haftem, mosiężną biżuterię i szale z wielbłądziej wełny.

🔥Granaty – to symbol kraju i można przywieźć owoce, melasy, albo tak jak my dwie butelki świeżo wyciskanego soku, które poowijane w ubrania przetrwały podróż w luku bagażowym i jedną z nich daliśmy zaraz po powrocie dziadkom. Dla nas do domu kupiliśmy ceramicznego granata (na ten regał co to go planujemy kupić od 4 lat).

🔥Dżemy – one są INNE. Płynne z całymi owocami. Miody są astronomicznie drogie, ale dżemy kosztują normalnie. Mamy trzy słoje: dereniowy, z orzechów włoskich i z białej wiśni.

🔥Orzechy – czekoladowa macadamia kupowana na Yaşıl Bazar jest niezwykła.

My dla nas kupiliśmy też pewną ilość kosmetyków koreańskiej marki Tony Molly, bo u nas jej nie ma, a panny ją lubią. Ja lubię ich krem pomidorowy i maseczki w płachcie. Wiele osób będąc w Baku idzie do FRYZJERA (salony typu: Face up studio), przyciąga stamtąd wagony papierosów, albo kupuje rosyjskojęzyczne książki (też z nimi u nas trudno). Ach, MY tradycyjnie przywieźliśmy również saszety dla zwierzyńca, żeby TEŻ coś z naszego powrotu miały!